(Oto wykaz wszystkich moich stron
w zestawieniu językowym i przedmiotowym - w 6 językach, tj. polskim,
angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim i włoskim.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:)
(Zauważ że jeśli jakaś mroczna moc uniemożliwi wyświetlenie powyższego
wykazu moich stron internetowych, wówczas wykaz ten możesz też wyświetlić
odrębnie poprzez napisanie URL tej witryny zakończonego nazwą tej strony
menu.htm
- alternatywnie możesz zastąpic ostatni segment widoczny w okienku adresowym
swojego browsera nazwą niniejszej strony /menu.htm)
Odrębna strona internetowa wyjaśniająca pochodzenie
zła
na Ziemi, stara się nam uświadomić, że w dalekim
kosmosie mamy swoich bliskich krewniaków. Niefortunnie,
wcale NIE możemy być z nich dumni. Faktycznie
bowiem są oni "czarną owcą" ludzkiej rasy. Żyją z
rozboju i rabunku, będąc rodzajem inteligentnych pasożytów.
Właśnie w celu owego rozboju i rabunku przylatują
często na naszą planetę. Niestety, zawsze po przylocie
starannie się przed nami ukrywają. Wyglądają oni
dokładnie tak jak my. Dlatego mieszają się z nami
na ulicy i w naszych miejscach pracy, zaś my nie
potrafimy ich odróżnić od siebie.
Ponieważ uważają się za lepszych od nas, a także aby
efektywniej nas rabować, wielu z nich zostaje naszymi
przywódcami, przełożonymi w pracy, sławnymi i
wpływowymi osobistościami, itp. To właśnie od nich
bierze się wszelkie zło nękające ludzkość. Z powodu
ich szatańskiej natury i złośliwości wobec ludzi, kiedyś
nazywano ich "diabłami". W dzisiejszych czasach
nazywamy ich "UFOnautami".
Ci nasi kosmiczni
krewniacy i pasożyci są tak zaawansowani technicznie,
że swoimi urządzeniami mogą czynić się niewidzialni
dla naszych oczu, przenikać przez mury, a nawet latać
w powietrzu. Pod hipnozą uprowadzają oni nocami
ludzi do UFO, gdzie systematycznie rabują ich ze spermy i ovule.
Potem na swoich planetach hodują z tych ludzkich surowców
biologicznych rodzaje niewolników, których UFOnauci nazywają
"biorobotami", jednak które faktycznie są naszymi dziećmi.
Ci ludzcy niewolnicy wykonują dla UFOnautów wszelkie brudne
i ciężkie prace. Aby jednak rabunek spermy i owule
pozostawał nieodnotowany przez ludzi, cywlizacja ziemska musi
być utrzymywana przez UFOnautów na niskim poziomie rozwoju
technicznego. Dlatego UFOnauci za wszelką cenę starają się
zniszczyć naszą obecną, już dzisiaj zbyt dla nich zaawansowaną,
cywilizację techniczną na Ziemi i spowodować powrót ludzkości
na drzewa i do jaskiń. Religie prowadziły walkę z tym szatańskim
najeźdzcą przez ostatnie co najmniej 2000 lat. Niestety walkę tą
sromotnie przegrały. Najwyższy więc już czas aby ludzkość jako
całość zbudziła się z dotychczasowego omamu i również włączyła
się do aktywnej walki z tym diabolicznym najeźdzcą z kosmosu.
Niniejsza strona stara się wskazać materiał dowodzący faktu,
że jednym ze sposobów na jaki owi UFOnauci starają się
wyniszczyć ludzkość, jest użycie broni biologicznej. Dlatego
to właśnie owi szatańscy UFOnauci obecnie starają się
spowodować na Ziemi światową epidemię morderczej
"ptasiej grypy". (Poprzednio starali się oni wywołać
wśród ludzi inne epidemie - po szczegóły patrz punkt
#4 tej strony.) Nie mamy więc innego wyboru, a przed
tymi skrytymi atakami UFOnautów musimy zacząć się
bronić. W każdym odrębnym punkcie poniżej opisany
jest kolejny aspekt
biologicznego ataku
UFOnautów na ludzkość, oraz naszej obrony przed tym
atakiem. Kolejność poniższych opisów jest odwrotna do
chronologicznej, tj. aspekty biologicznego ataku UFOnautów
czasowo najbardziej ostatnie i aktualne skomentowane
są na samej górze wykazu. Także rekomendowana
kolejność czytania opisów tych aspektów jest poczynając
od góry tej strony i od spraw najbardziej dzisiaj na czasie,
stopniowo w dół tej strony czyli do spraw nieco już starszych.
#9. Jakie zapasy ludzie gromadzą dla przetrwania przez plagę "ptasiej grypy":
W ostatnim
tygodniu października 2005 roku w niemal każdej
nowozelandzkiej gazecie znaleźć można było porady
najróżniejszych ekspertów wyjaśniające jakie zapasy
należy sobie przygotować w celu przetrwania przez
nadchodzącą epidemię grypy. Chociaż więc w następnym
punkcie #8 tej strony zawarłem wytyczne jak samemu wypracować
dla siebie co należy sobie przygotować na czas owej plagi,
najlepiej jeśli teraz wspólnie przyjrzymy co inni ludzie
sobie przygotowują, lub co radzą innym przygotować
(oraz dlaczego właśnie to a nie coś innego). Z kolei
przyglądnięcie tego wykazu innych, być może natchnie
nas samych na przygotowanie jeszcze czegoś o czym
wcześniej zapomnieliśmy, a co może okazać się ważne.
Warto
tu także pamiętać, że przygotowanie np. do nadejścia
plagi (zarazy) wcale zbytnio się nie różni od przygotowania
się np. do nadejścia tornada, trzęsienia ziemi, czy
powodzi. Stąd jeśli raz zrealizujemy opisane tutaj
działania, praktycznie przez jakiś czas będziemy też
przygotowani na wszystkie inne rodzaje niszczycielskich
zjawisk, z jakich uderzeniem w każdym momencie
czasu powinniśmy się liczyć w dzisiejszej sytuacji
skrytego wyniszczania ludzkości przez UFOnautów.
Punktem
wyjściowym dla owych przygotowań jest kilka założeń z
przewidywanego scenariusza zarazy, a także liczebność
naszej własnej rodziny. (Wszakże zależnie od tego ilu nas
mieszka w jednym domu, oraz jak długo przyjdzie nam
przetrwać bez pomocy z zewnątrz, daje się wyliczyć ile
nam potrzeba żywności, wody, gazu, paieru toaletowego,
itp.) Ogólnie w gazetach i internecie zdaje się panować
zgoda, że w przypadku zarazy trzeba się przygotowywać
na jakieś 2 miesiące, czyli około 60 dni, całkowitego
zamarcia życia publicznego. W przeciągu owych dwóch
miesięcy najprawdopodobniej nie będzie nic działało,
co znaczy że nie będzie elektryczności, wody, gazu,
sklepy i instytucje będą pozamykane, radio ani telewizja
nie będą nadawały, itp. Dopiero po upływie owych dwóch
miesięcy, wszyscy ci co wcześniej zostali zarażeni i zdołali
już wyzdrowieć, zaczną pomału przywracać normalny
porządek rzeczy. (Wszakże jeśli ktoś wyzdrowieje z danej
choroby, wówczas nie może się nią zarazić już ponownie.
Dlatego ci co wyzdrowieli zaczną uruchamiać najważniejsze
usługi publiczne, jak elektryczność, wodę, transport,
radio, telewizję, sklepy, szpitale, grzebanie zmarłych, itp.)
W naszych przygotowaniach powinniśmy więc nastawić
się na przetrwanie bez pomocy z zewnątrz przez owe
pierwsze około 60 dni zarazy. Oto co inni ludzie gromadzą
lub doradzają zgromadzić w celu przetrwania tych
pierwszych około 60 dni:
(1)
Fundusze. Należy być przygotowanym, że kiedy
epidemia faktycznie wybuchnie, wówczas po pierwsze ludzi
oganie panika, po drugie zaś zdarzenia zaczną przebiegać
bardzo szybko. Dlatego warto mieć fundusze pod ręką aby
szybko dokonać wówczas zakupów tego czego ciągle nam
będzie brakowało (najlepiej aby było tego jak najmniej, bo
w sklepach będą się wtedy działy drakońskie sceny). Wszakże
banki mogą być oblegane, zaś karty kredytowe mogą
przestać działać. Suma jaką warto mieć pod ręką na taką
ewentualność powinna być rzędu tej wydawanej przez nas
co najmniej na miesiąc wyżywienia (a nawet lepiej na dwa
miesiące).
(2)
Żywność. Oto rodzaje żywności jakie inni
ludzie gromadzą, albo radzą zgromadzić, wyszczególnione
w kolejności jej istotności i przydatności (odnotuj że kluczem
dla wyboru danego rodzaju żywności w tym przypadku
jest jego możliwie najdłuższa żywotność):
(2a)
Ryż. Ze wszystkich rodzajów żywności jakie obecnie
można sobie zakupić na wypadek zarazy, ryż zajmuje
pierwsze miejsce.
Powodem jest zapewne, że jest on relatywnie tani -
każdemu daje się więc go zakupić wystarczającą ilość,
można go przechowywać dowolnie długo, że można
go jeść na wiele sposobów - nawet na surowo, że
zastępuje on inne rodzaje żywności, oraz że sam
jeden wystarczy do utrzymania nas przy życiu.
Ludzie kupują go więc w dużych ilościach,
zwykle w 10 lub 20 kg workach. Jeśli się spóźnimy
z naszymi zakupami, a stąd ryżu już dla nas zabraknie,
wówczas pamiętajmy, że istnieją też inne produkty
nieco do ryżu podobne, a więc wszelkie kasze,
fasole, a nawet surowe zboża - jak np. jęczmień.
Kiedy bowiem zaraza uczyni nas naprawdę głodnymi,
wszystko co jadalne a co mamy w domu może nas
uratować przed koniecznością wyjścia z domów na
ulice i załapania wirusa.
(2b)
Mąka, suche wyroby z mąki, jadalne zboża. Suche
wyroby z mąki obejmują makarony, suchary, chrupki,
crackers, itp. Z kolei wyroby zbożowe obejmują płatki
owsiane, corn flakes, muesli, itp. Te wyroby zawsze
są użyteczne w domu. Dają się długo przechowywać.
Wiele z nich można zjadać na surowo. Dobrze więc
posiadać ich spory zapas. Trzeba jednak pamiętać
aby na dodatek do mąki kupić też suszone drożdże
oraz proszek do pieczenia. Ponadto osobiście radziłbym
zakupić nieco mąki krochmalowej. Ma ona bowiem
własności lecznicze - np. leczy biegunki jak to opisane
na stronie
owoce tropiku.
Ponadto jest ona składnikiem "nacierania mąką" opisanego
w punkcie #6 tej strony. Z kolei jej własności lecznicze
mogą okazać się wysoce przydatne w sytuacji gdy
nasza lodówka ani kuchenka do gotowania
mogą już nie pracować.
(2c)
Nabiał - mleko, jajka, sery, itp.. Mleko w proszku
będzie nam zastępowało brak prawdziwego mleka
gdyż można je długo przechowywać. Jeśli się da,
warto też zakupić specjalne mleko w kartonach lub
puszkach o długiej żywotności. (Np. mleko "long life
- UHT" ma żywotność około połowy roku.) Ser i jajka
też mają relatywnie długą żywotność, można więc
przygotować sobie ich zapas.
(2d)
Konserwy (mięsne, rybne, owocowe, warzywne).
Te zawsze są użyteczne w każdym domu, oraz można
je dosyć długo przechowywać. Jeśli więc zakupimy takie
ich rodzaje jakie najbardziej lubimy i typowo używamy,
wówczas można je zgromadzić ze sporym wyprzedzeniem
czasowym. Kupując konserwy warto też pamiętać o
ręcznym kluczyku do ich otwierania.
(2e)
Cukry. Oprócz normalnego cukru, dobrze też zgromadzić
nieco miodu, czekolady i cukierków.
(2f)
Tłuszcze (olej, margaryna, masło w puszkach, itp.).
Konieczne są one dla pieczenia i jako dodatki do potraw.
(2g)
Sól, dodatki, przyprawy, itp.. Dobrze zgromadzić
sobie też nieco większy niż normalnie zapas wszystkiego
co typowo używamy do sporządzania naszych posiłków,
a co daje się nieco dłużej przechowywać, a więc sól,
przyprawy, herbatę, kawę, sproszkowaną śmietankę, itp.
(2h)
Suche wędliny oraz długo-trwające warzywa. Niektóre
wysuszone wędliny i rodzaje mięsa daje się przechowywać
przez wiele miesięcy. Faktycznie też im suchsze się stają
tym są smaczniejsze. Istnieją też niektóre rodzaje owoców
i warzyw które można przechowywać relatywnie długo.
Przykładowo: jabłka, gruszki, cebula, czosnek, dynie,
marchewki, ziemniaki, itp.
(3)
Woda i płyny. Z wodą jest dosyć poważny
problem. Typowo potrzeba nam bowiem około 2 litry
wody na osobę na dzień i to tylko do picia i gotowania (plus
dalszą wodę do mycia). Tymczasem wodociągi podczas
plagi najprawdopodobniej nie będą działały. Jeśli więc
nie mamy ręcznie napędzanej studni w pobliżu naszego
domu, musimy zadbać aby zgromadzić jakoś cały ten
zapas wody zaraz po wybuchu epidemii, kiedy wodociągi
ciągle jeszcze będą działały. Praktycznie to oznacza,
że dla 2-osobowej rodziny potrzebujemy zgromadzić
w jakichś zakrytych pojemnikach co najmniej 240 litrów
wody (tj. odpowiednik jednej pełnej wanny). Aby to uczynić
musimy jakoś zakupić:
(3a)
Zamykane pojemniki plastykowe (lub karnistry). Muszą
one być wodoszczelne i zamykane. Jeśli się da, to również
przeźroczyste. Niestety, odpowiednie do tego celu karnistry
zwykle mają tylko 10 litrów pojemności i są dosyć drogie.
Normalnie potrzebowalibyśmy ich więc około 24 na małą
rodzinę - co byłoby dosyć drogie. Ponadto, karnistrów na
wodę praktycznie nie daje się używać do niczego innego
oprócz wody. Dlatego znacznie lepiej od owych karnistrów
zakupić kilka dużych prostokątnych skrzyń z plastyku o
pojemności wystarczającej dla przechowania całego naszego
zapasu wody.
Skrzynie takie mają dużą pojemność - zwykle ponad 100
litrów jedna. Ponadto normalnie można je używać do
przechowywania najróżniejszych drobnych (suchych) rzeczy, a
dopiero w krytycznej chwili daje się przełożyć gdzieś ich zawartość
zaś je same użyć do zgromadzenia naszego zapasu wody.
Podczas ich zakupu trzeba się upewnić aby miały silne rączki
ułatwiające ich przenoszenie, oraz hermetyczną pokrywę
z pewnym zamknięciem. Nasze zapasy wody należy bowiem
chronić przed skażeniem i zapyleniem.
(4)
Paliwo i kuchnia. Podczas plagi musimy być
w stanie jakoś gotować naszą żywność. Tymczasem
elektrycznośc i gaz najprawdopodobniej zanikną. Jeśli
więc nie mamy jakiegoś piecyka do gotowania w domu
oraz zapasu paliwa w garażu, lepiej pomyślmy jak i na
czym będziemy gotowali. W Nowej Zelandii ludzie w tym
celu zwykle zakupują:
(4a)
Przenośną "barbeque" (gazową). Powodem dla jakiego
jest to przenośna "barbeque" gazowa, a nie turystyczna
kuchenka do gotowania, jest pojemność butli gazowej jakie
one używają. "Barbeque" zwykle używają duże butle o wysokiej
pojemności, które wystarczają na wiele godzin gotowania.
Natomiast turystyczne kuchenki nie są dostosowane do
użycia dużej butli. Zwykle wystarczają więc tylko do ugotowania
kilku szybkich posiłków. Ponadto taką przenośną "barbeque"
możemy potem używać do wielu innych celów, np. latem
do gotowania podczas przyjmowania gości w ogrodzie
(popularnie również zwanego "barbeque"), a także na
piknikach. Kupując barbeque warto jednak pamiętać,
że są dwa ich rodzaje. Jedne mają palniki do gotowania
niemal identyczne do tych które używamy w naszych
kuchniach - i to taką właśnie kupujemy. Istnieją jednak
również barbeque które posiadają jedynie tzw. "grill",
a stąd NIE nadają się do gotowania potraw (zakup takiej
byłby błędem - wszakże można na nich tylko piec mięso).
(4b)
Butle z gazem (lub paliwo). Podczas pierwszych 60
dni plagi, nawet jeśli będziemy gotowali oszczędnie, ciągle
zapewne będziemy gotowali przez około 60 godzin. To
zaś oznacza że potrzebujemy jednej lub dwóch butli
które umożliwią nam zgromadzenie co najmniej 20 kg
gazu w płynie (nawet jeśli zaplanujemy gotować bardzo
mało, ciągle powinnismy kupić co najmniej 9 kilową butlę).
Pamiętajmy też o zapalarce do gazu, lub o zapasie
zapałek.
(5)
Środki medyczne i higieny. Niezależnie od
zapasu tych środków które używamuy na codzień, w
rodzaju pasty i szczoteczek do zębów czy zapasu naszych
normalnych medykamentów, warto też dodatkowo zakupić
aż kilka ich dalszych rodzajów, np:
(5a)
Środki antygrypowe. Aczkolwiek istnieje mała
szansa, że w dzisiejszej sytuacji komukolwiek uda
się zakupić owe środki, w chwili obecnej istnieją dwa
lekarstwa które uważa się za skuteczne na "ptasią
grypę" - jeśli zażyte zostają nie później niż do 48 godzin
(tj. 2 dni) od chwili załapania wirusa. Są to: Tamiflu,
oraz Relenza. Ponadto, w przypadku kiedy
epidemia faktycznie wybuchnie, wszyscy farmaceuci
na całym świecie będą usilnie pracowali nad skuteczną
szczepionką przeciwko temu wirusowi. Tyle, że takiej
szczepionki nie należy się spodziewać wcześniej niż
w jakieś pół roku po wybuchu epidemii.
(5b)
Immune boosters. Z opisów zawartych w punktach
#7 i #6 niniejszej strony powinniśmy wybrać te środki
przeciw-grypowe które zamierzamy stosować w razie
plagi i możliwie szybko zakupić sobie wymagany ich
zapas. Pamiętajmy również, że owe środki są tylko
wówczas efektywne, jeśli zażyjemy je nie później niż
w około 2 godziny po pojawieniu się pierwszych symptomów
grypy. (Przy spóźnionym zażyciu tych lekarstw, grypa już
zdoła się wymknąć spod kontroli. Na dodatek, w przypadku
ptasiej grypy - która używa naszego własnego systemu
immunologicznego do zabijania, spóźnione zażycie
tych lekarstw czasami może nawet tylko pogorszyć sytuację.)
Powinniśmy więc zawsze lekarstwa te mieć pod ręką.
(5c)
Spirytusy i czysty alkohol. Te będą nam potrzebne
do odkażania, odświeżania, zmywania, nacierania, itp.
Warto więc wcześniej zakupić sobie ich zapas. Sporo
spirytusu używali będziemy podczas epidemii do odkażania,
wcale więc nie musi to być drogi spirytus jadalnego typu
(może być np. spirytus salicylowy czy nawet denaturat).
Dobrze jednak mieć trochę jadalnego spirytusu lub
alkoholu, aby w razie potrzeby móc odkazić sobie usta.
(5d)
Dezynfektanty. Będziemy ich potrzebowali sporo.
Wszakże podczas plagi powinniśmy systematycznie
dezynfekować każdy mebel i sprzęt który zamierzamy
użyć. Najczęściej zalecany jest "industrial bleach" (tj.
"przemysłowy wybielacz").
(5e)
Maseczki, rękawiczki, ścierki do dezynfektowania, itp..
Tych także dobrze zakupić sobie jakiś zapas z wyprzedzeniem
czasowym. Wszakże podczas plagi będziemy czasami
zmuszeni wychodzić z domu. Dobrze wówczas zakładać
maseczki i jednorazowe rękawiczki.
(5f)
Golarki na żyletki, lub brzytwę plus krem do golenia.
Jeśli w rodzinie ktoś zwykle goli się elektryczną maszynką
do golenia, wówczas warto też pomyśleć o awaryjnym
sposobie golenia na wypadek kiedy zabraknie prądu.
(6)
Cooler. Angielska nazwa "cooler" używana
jest do skrzynki wykonanej ze steropianu. W skrzynce
tej zawsze otwierana jest najwyższa ścianka, tak że sama
skrzynka działa jak rodzaj hermetycznego naczynia które
uniemożliwia wypływanie z niego zimnego powietrza. W
bardziej eleganckich wersjach, steropian z jakiego wykonane
są ścianki tej skrzynki oblany jest jakąś ładną masą plastyczną
i zwykle zaopatrzony w rączki do przenoszenia a czasami
również i w kółka. Owe eleganckie wesje działają jednak tak
samo dobrze jak wersje ze samego steropianu. Tego rodzaju
"coolers" doskonale zastępują lodówkę. Jeśli przełoży się
do nich żywność która jest już zamrożona, wtedy żywność
ta będzie utrzymywała zamrożenie przez kilka tygodni. W
tropikalnym Borneo ja zdołałem utrzymać żywność w stanie
zamrożonym w takiej właśnie steropianowej skrzynce przez
okres niemal dwóch tygodni. Owe "coolers" doskonale mogą
więc nam zastąpić lodówkę kiedy nie będzie prądu. Ponadto,
jeśli w ich wnętrzu zgromadzimy sobie wszystko co awaryjnie
byłoby nam potrzebne na wypadek np. trzęsienia ziemi,
powodzi, czy tornada, wówczas otrzymamy nasz własny
podręczny zestaw podtrzymania przeżycia gotowy do
natychmiastowego użycia w przypadku jakiegoś nagłego
kataklizmu i konieczności naszej szybkiej ewakuacji z
domu. W dzisiejszych czasach dobrze zaś mieć coś
takiego zawsze gotowe pod ręką.
(7)
Awaryjny ekwipunek. Niezależnie od powyższego,
aby jakoś sobie radzić kiedy zmuszeni będziemy przetrwać
we własnym domu bez światła, wody ani elektryczności, powinniśmy
też się upewnić że już posiadamy sprawne, albo też zakupić:
(7a)
Radio na baterie (i/lub telewizor), oraz zapas baterii.
Wszkże zechcemy wiedzieć co dzieje się na świecie i
kiedy życie zacznie wracać do normy. Oczywiście, gdybyśmy
mogli sobie na to pozwolić, wtedy jeszcze lepiej byłoby
posiadać również nasz własny przenośny generator
elektryczności oraz zapas paliwa. Wszakże wtedy
moglibyśmy słuchać normalnego radia, oglądać
nasz rodzinny telewizor, oraz używać świateł elektrycznych.
(7b)
Źródło światła (np. latarkę na baterie wraz z zapasem baterii).
Warto też zakupić sobie kilka świeczek (i/lub latarnię
naftową z zapasem nafty). Wszakże baterie do latarek
elektrycznych mają krótką żywotność. Jeśli więc będziemy
musieli wykonać coś długotrwałego w nocy, wtedy świeczka
lub latarnia naftowa jest lepsza od latarki elektrycznej.
(Pamiętajmy jednak również o zapasie zapałek do
zapalania owych świeczek lub latarni.)
Ponadto np. latarnię naftową możemy potem używać
jako element zdobniczy w naszym mieszkaniu.
(7c)
Dużo worków plastykowych, serwetek papierowych,
papieru toaletowego, itp. Musimy bowiem pamiętać,
że kiedy zabraknie wody, wtedy spłuczki w naszych
ubikacjach też nie będą działały. Musimy więc mieć
coś aby eliminować domowe odpadki, odświeżać się
z braku wody, kichać i wycierać nos, itp.
(7d)
(Warunkowo) Namiot, materac, śpiwór, itp.. Podczas
plagi może się zdarzyć, że z jakichś powodów (np. braku
żywności, smrodu rozkładających się ciał, lub naszego
bezpieczeństwa) będziemy zmuszeni aby opuścić miasto.
Jeśli więc dopuścimy do siebie taką ewentualność, wtedy
dobrze też rozważyć czy nie będzie nam potrzebne coś
do spania i poruszania się poza miastem, a więc namiot,
materac, śpiwór, plecak, mocne buty, mapy, itp.
(8)
Żywność dla stworzeń jakie posiadamy.
Musimy także pamiętać o naszych zwierzętach
(tj. o kotach, psach, kanarkach, kozach, krowach, świniach, itp.).
Jeśli bowiem nie przygotujemy dla nich żywności na
czasokres całej zarazy, wówczas niemal na pewno
je utracimy. Żywność dla zwierząt jest bowiem ostatnią
rzeczą, o dostarczeniu której podczas zarazy ktokolwiek
będzie pamiętał. Faktycznie też wiele krajów posiadających
jakieś rzadkie i cenne zwierzęta, już przygotowało na czas
zarazy plan jak zabezpieczyć ich przetrwanie nawet
kiedy całe życie zamrze. Wyliczmy więc ile i czego
potrzebujemy dla swoich zwierząt na czas zarazy i
zgromadźmy to już wcześniej w wystarczającym zapasie.
* * *
Na
zakończenie tego punktu chciałbym przypomnieć,
że niezależnie od powyższego przygotowywania
się na nadejście tej zarazy, powinniśmy również
uczynić wszystko co w naszej mocy aby dopomóc
w zapobiegnięciu wybuchowi owej plagi. To zaś
oznacza, że nawet jeśli osobiście nie wierzymy
w metody zapobiegania i obrony opisane w
następnym punkcie #8 poniżej, ciągle powinniśmy
je realizować kiedy tylko mamy ku temu okazję,
choćby tylko "tak na wszelki wypadek", oraz
ponieważ ich zrealizowanie nic nas nie kosztuje
a jednocześnie może nam pomóc.
#8. Jak zaplanować swoją obronę przed "ptasią grypą":
W taki oto
sposób, po zaatakowaniu ludzkości na najróżniejsze
inne sposoby opisane w dalszych częściach tej strony
internetowej, UFOnauci przygotowują się do użycia
przeciwko nam swego najbardziej morderczego
narzędzia zniszczenia, czyli broni biologicznej.
Materiał dowodowy który dokumentuje nam fakt, że to
właśnie UFOnauci, a nie "matka natura" szykują nam
światową epidemię "ptasiej grypy", omówiony został
w dalszym punkcie #5 tej strony. W niniejszym
punkcie postaram się teraz omówić jak przed ową
plagą możemy i powinniśmy się bronić.
Wyjaśniając
poniżej jak możemy i powinniśmy bronić się przed ptasią
grypą, równocześnie zdaję sobie sprawę, że UFOnauci
używają całej swojej zaawansowanej techniki aby odwieść
ludzi od czynienia tego co tutaj opiszę. Bez przerwy nadają
więc w kierunku Ziemi telepatyczny nakaz który umysłowi
każdego człowieka podszeptuje aby się nie mobilizować,
nie przygotowywać, ani się nie bronić, bowiem owa zaraza
faktycznie to wcale się nie pojawi, zaś jeśli się już pojawi
wówczas uśmierci innych a nie nas samych ani naszej
rodziny. Za pośrednictwem swoich "podmieńców" opisywanych
w punkcie #12 strony internetowej
ludobójcy,
UFOnauci rozwijają też kampanię uspokajającą i odwracającą
ludzką uwagę, którą obserwujemy
obecnie w publikatorach. Zdając więc sobie sprawę z tego
wszystkiego, niniejszym apeluję i nakłaniam, aby jednak
mimo wszystko zmobilizować się do obrony przeciwko
tej grypie. Jako fragment tej obrony powinniśmy zrealizować
to co poniżej wyjaśniam. Wszakże (jak wszystko co zaleca
totalizm) opisane tutaj metody i sposoby obrony są moralne,
nikomu nie czynią więc krzywdy a jedynie mogą pomóc.
Dlatego naprawdę warto je zrealizować. Nawet jeśli ktoś
nie wierzy w ich skuteczność, ciągle powinien czynić co
wskazane poniżej choćby tylko "tak na wszelki wypadek".
Oto trzy rodzaje działań, oznaczone poniżej numerami
(1), (2) i (3), których realizowanie wszyscy powinniśmy
rozpocząć natychmiast i od zaraz, w celu
podjęcia naszej obrony przed nadchodzącą epidemią
morderczej choroby (a także w celu podjęcia obrony przed
wszelkimi innymi kataklizmami z pomocą których
UFOnauci ostatnio nas systematycznie wyniszczają).
Realizowanie tych trzech działań powinniśmy też kontynuować,
aż zanikną sytuacje która czynią dzisiejszy świat tak
niestabilny, niszczycielski i tak wrogi wobec ludzi.
(1)
Zapobieganie. Owo zapobieganie epidemii ptasiej
grypy, a także następnych kataklizmów jakimi UFOnauci
nas potraktują, polega na stworzeniu na Ziemi takiej
sytuacji, jaka by wyperswadowała UFOnautom odwołanie
ich każdego kolejnego skrytego ataku. Stworzenie takiej
zaś sytuacji jest bardzo proste. W obliczu każdego
zbliżającego się kataklizmu trzeba tylko powiadomić
wystarczająco wielu ludzi, że to właśnie UFOnauci,
a NIE matka natura, prezentują nam dany kataklizm.
Praktycznie to oznacza, że aby zapobiec np. owej
właśnie nadchodzącej epidemii ptasiej grypy, tak dużo
z nas jak tylko możliwe musi otwarcie mówić, myśleć i
wierzyć, że to UFOnauci przygotowali zarazki tej grypy
w swoich laboratoriach, oraz że obecnie starają się oni
zniszczyć ludzkość tą swoją bronią biologiczną. Czyli
wcale nie tajmy iż wiemy że to UFOnauci starają się
nas wymordować, a powtarzajmy to wszystkim naokoło,
piszmy o tym gdzie tylko możemy, demaskujmy dowody
które dokumentują udział UFOnautów w wywołaniu tej
zarazy, a co najważniejsze wierzmy sami głęboko iż tak
jest naprawdę.
Opisana
tutaj metoda zapobiegania uwolnieniu przez UFOnautów
wirusa morderczej ptasiej grypy bazuje na wykorzystaniu
mechanizmu działania tzw. "karmy zbiorowej". Za pomocą
owego mechanizmu działania karmy zbiorowej możemy
bowiem razem spowodować, że uwolnienie wirusów ptasiej
grypy okazałoby się dla UFOnautów wysoce szkodliwe.
Jeśli zaś UFOnauci się zorientują, że szkodliwość owego
uwolnienia wirusa jest zbyt duża dla ich karmy zbiorowej,
wówczas zaniechają jego uwolnienia na Ziemi. Jak działa
ów mechanizm karmy zbiorowej wyjaśnione jest to dokładniej
w punkcie #7 strony internetowej
26ty dzień.
Podsumujmy to działanie tutaj w skrócie. Jeśli dowolna
cierpiąca osoba uczuciowo obwinia za swoje cierpienia
tego co faktycznie cierpienia te wywołał, wówczas
wysyła owemu winnemu specjalne naturalne algorytmy
tzw. "karmy" (algorytmy te opisane są w podrozdziałach
I4.4 oraz JA3 z tomów odpowiednio 5 i 6 monografii [1/4]).
W rezultacie owe algorytmy spowodują, że winny danemu
cierpieniu zmuszony będzie w przyszłości samemu także
przejść przez dokładnie takie samo cierpienie. Jeśli jednak
osoba cierpiąca błędnie obwinia za swoje cierpienia kogoś
(coś) kto zupełnie nie jest winnym, algorytmy karmy odbijają
się od obwinianego i wracają z powrotem do cierpiącego.
W rezultacie cierpiący cierpi wówczas w dwójnasób, podczas
gdy naprawdę winnemu tym cierpieniom uchodzi na sucho.
Poprzez prowadzenie obecnej "kampanii wyjaśniającej"
opisanej w punkcie #5 tej strony, UFOnauci
starają się spowodować, że karmę za cierpienia spowodowane
ptasią grypą ludzie wyślą do "matki natury", do "ptactwa",
oraz do "Azjatów".
Jeśli więc UFOnautom ta kampania się uda, wówczas ujdzie
im zupełnie bezkarnie wymordowanie dużej proporcji
ludzkości, podczas gdy umęczana przez nich ludzkość
będzie cierpiała podwójnie. Jeśli jednak wystarczająca
liczba ludzi będzie wiedziała że to UFOnauci wywołują
epidemię ptasiej grypy, wówczas ludzie ci wyślą swoją
karmę właśnie do UFOnautów. Oczywiście, jeśli UFOnauci
się zorientują że grozi im przejęcie karmy za tą zbrodnię
na ludzkości, wówczas odwołają epidemię. Dlatego faktycznie
w naszych możliwościach ciągle leży zapobiegnięcie tej
zarazie. Wystarczy tylko powiadomić i przekonać wymaganą
liczbę ludzi, że zaraza ta pochodzi właśnie od UFOnautów.
Zakaszmy więc rękawy i do roboty! Na co jeszcze czekamy!
Co ciekawsze, ludzie którzy są w stanie tak zapobiec owej
epidemii, wcale nie muszą wiedzieć wiele o karmie ani w
karmę absolutnie wierzyć. Wystarczy bowiem że UFOnauci
mają wymaganą wiedzę na ten temat. (A proszę mi wierzyć,
oni mają wymaganą wiedzę o karmie - wszakże używają
jej na Ziemi naprawdę po mistrzowsku.)
(2)
Walka obronna. Walka obronna przed UFOnautami
polega na wyszukiwaniu i wdrażaniu w życie coraz
skuteczniejszych metod naszego działania prowadzących
do trwałego usunięcia UFOnautów z Ziemi i do uniemożliwiania
im działania na szkodę ludzkości. Niestety, znajdowanie
takich metod jest ogromnie trudne. Wszakże "UFOnautów
kule się nie imają". Wszystkie więc metody obrony i broń
które ludzkość dotychczas sobie wypracowała są bezradne
wobec UFOnautów. Gdyby więc ktoś z ludzi był aż na tyle
głupi że próbowałby użyć przeciwko UFOnautom jakiejkolwiek
obecnej broni lub metod walki, wówczas ucierpieliby z tego
powodu jedynie niewinni ludzie, podczas gdy UFOnauci
tarzaliby się z radochy. (Taki głupiec działałby więc jedynie
na szkodę ludzi oraz dla poparcia kampanii UFOnautów.)
Wszakże sytuacja byłaby powtórzeniem średniowiecza,
kiedy to ludzie wierzyli że UFOnautów daje się spalić na
stosie - faktycznie więc palili niewinnych ludzi, podczas
gdy prawdziwi czarownicy, czyli UFOnauci, ulatniali się
ze stosów w ostatniej chwili, podobnie jak to czyni nasz
magik David Copperfield. Dlatego do walki obronnej
przed UFOnautami konieczne stało się wypracowanie
zupełnie nowych metod i środków. Owym środkom,
metodom i strategii naszej walki obronnej z UFOnautami
poświęcony jest cały rozdział W z tomu 18 monografii
[1/4]. W tym miejscu wskażę więc tylko jedną metodę
obrony którą stosować może praktycznie każdy, oraz
która wcale nie wymaga żadnych przeszkoleń,
urządzeń obronnych, organizacji, itp.
Ten
powszechnie dostępny sposób obrony przed UFOnautami
polega na użyciu zbiorowej mocy naszych umysłów.
Aby nim się bronić przed UFOnautami, wystarczy każdego
dnia o godzinie 9:00 (może być wieczorem, lub rano, lub
wieczorem i rano) przymknąć na chwilę oczy i w swojej
wyobraźni odtworzyć jakiś obraz który symbolizuje odbijanie
z powrotem do UFOnautów każdego zła które UFOnauci
starają nam się wyrządzić - włączając w to odbijanie do
nich z powrotem wirusów grypy które na nas uwalniają.
W owej czynności obronnej ważne jest kilka spraw. Po
pierwsze ważne jest abyśmy to czynili zawsze o godzinie
9. Chodzi bowiem po pierwsze o symboliczną sychronizację
wysiłków wszystkich ludzi biorących udział w tej formie obrony.
(Z uwagi na nieistnienie czasu w przeciw-świecie, synchronizacja
ta ma znaczenie symboliczne a nie fizyczne. Metoda ta
zadziała więc doskonale nawet kiedy zegary poszczególnych
uczestników będą wskazywały błędne lub różne czasy.
Dla faktycznego zesynchronizowania działania wystarczy
bowiem aby uczestnicy WIERZYLI że się synchronizują z innymi.)
Po drugie zaś chodzi też o symboliczną wymowę cyfry 9.
Synchronizacja wysiłków o godzinie 9 spowoduje, że nasze
umysły zbiorowym wysiłkiem wszystkich biorących udział
w tej obronie razem przeprogramują przeciw-świat.
Wszakże w przeciw-świecie myśli i uczucia każdego
z nas rozlegają się jak głośna mowa i obrazy, które
tam daje się usłyszeć i zobaczyć na międzygwiezdne
odległości. Dlatego taki symbolicznie zesynchronizowany
wysiłek obronny wielu osób, w przeciw-świecie będzie się
rozlegał jako coraz głośniejszy krzyk dużego tłumu. Jeśli
więc owych broniących się równocześnie umysłów
będzie wystarczająco wiele, wówczas ich zesynchronizowane
działanie będzie jak efekty zbiorowej modlitwy tłumu lub
potężnej magii. Z kolei cyfra 9 ma wysoce symboliczne znaczenie.
W numerologii, oprócz wielu innych znaczeń oznacza ona
również m.in. "pokonanie zła". Dlatego godzina 9 szczególnie
dobrze się nadaje do realizowania tej formy obrony siłą umysłów.
Ważne jest również abyśmy oczami wyobraźni uformowali
w naszym umyśle symboliczny obraz tego co chcemy osiągnąć.
Przykładowo, abyśmy widzieli istoty które dla nas reprezentują
UFOnautów, jak ci starają się uderzyć w nas jakimś złem, zaś
my siłą woli odbijemy to zło od siebie i spowodujemy że uderzy
ono w owych UFOnautów, wywołując u nich panikę, cierpienie,
szkody, itp. (Zauważ, że nie jest przy tym istotne jak owych
UFOnautów my sobie wyobrażamy lub jak ich nazywamy.
Oprogramowanie przeciw-świata i tak zawsze bezbłędnie
ich odnajdzie. Wszakże przeciw-świat jest inteligentny i wie
dokładnie kogo mamy na myśli.)
Opisana
powyżej metoda obrony działa poprzez przeprogramowanie
przeciw-świata na natychmiastowy zwrot karmy. Ja wypróbowałem
już jej działanie na znanym mi UFOnaucie i wiem że jest skuteczna.
W normalnym przypadku jeśli ktoś nas skrzywdzi, karma za to
wraca do krzywdzącego dopiero po czasie kiedy zapomni on
co uczynił. Z tego powodu traci ona swoją moc odstraszającą.
Jednak poprzez odpowiednie przeprogramowanie przeciw-świata
zbiorową mocą wielu umysłów dokonuje się przyspieszenia
działania tej karmy. Jeśli przeprogramowujących umysłów
jest wystarczająco wiele, można uzyskać niemal natychmiastowy
zwrot danej karmy. W takim przypadku dla UFOnautów będzie
ona miała wysoce odstraszające znaczenie. Przykładowo,
zamiast po rozpyleniu ptasiej grypy na Ziemi ulec jakiejś chorobie
dopiero za około 10 lat, UFOnauci ci w takim przypadku mogą
zostać zarażeni natychmiastową mutacją tego samego wirusa
jaki rozpylali. (Wszakże broń biologiczna jest "mieczem
obosiecznym" który jest w stanie rozpołowić także i tych co nim
wymachują.) UFOnauci ci zachorują więc niemal natychmiast.
To zaś może wyperswadować ich kolegom i przełożonym
aby zaprzestali dalszego szerzenia choroby. Omawiany tutaj
sposób obrony opisany jest w podrozdziałach I3.5, I5.7, oraz
W6.3, z tomów odpowiednio 5 i 18 monografii [1/4].
(3)
Przetrwanie. Przetrwanie epidemii ptasiej grypy
będzie uzależnione od tego jak dobrze do niej się
przygotujemy. Praktycznie więc przetrwanie to będzie
wynikiem naszej odporności immunologicznej,
zgromadzenia dla siebie wymaganej wiedzy o owej
zarazie, a także przygotowania dla siebie wymaganych
zapasów i warunków życiowych na czas zarazy.
Aby przetrwać tą morderczą epidemię trzeba
więc dokonać sporych przygotowań, zgrubne wytyczne
dla których zostały tutaj opisane. Nie wolno wierzyć,
że jeśli jakoś się zdobyło opakowanie "tamiflu",
to ma się już całą wymaganą magiczną broń
przeciwko tej chorobie. Omówmy więc teraz jak
możemy się przygotować do tej opidemii aby
mieć jakieś szanse na jej przetrwanie.
Swoje
przygotowania do nadchodzącej epidemii dobrze jest rozpocząć
od zgromadzenia wymaganej wiedzy. Z kolei tą wiedzę
należy zacząć budować od poznania i zaakceptowania jaki
będzie scenariusz owej zarazy. Pamiętać przy tym trzeba,
że aby przetrwać zarazę, trzeba poznać najgorszy
scenariusz i przygotować się właśnie na niego.
Znaczy, swoje przygotowania trzeba bazować na scenariuszu
którego oficjalne ciała (np. eksperci czy władze) NIE
opublikują z wielu różnych powodów (np. ponieważ
będą się bały odpowiedzialności jaka z tego tytułu wynika,
ponieważ w ich gronie działają podmieńcy-UFOnauci,
itp.). Taki najgorszy scanariusz można jednak sobie
wydedukować samemu z informacji podanych pomiędzy
wierszami oficjalnych publikacji. Można go też poznać
z dalszego punktu #5 tej strony, gdzie został on
naszkicowany. Po poznaniu najgorszego scenariusza
zarazy, należy dowiedzieć się możliwie
jak najwięcej o mechanice działania i przenoszenia się
samego jej wirusa (np. czytając wszystko co o wirusie tym
napisane w prasie lub internecie, powiedziane w telewizji, itp.).
Szczególnie należy zwrócić uwagę na opisy jak chronić się
przed zarażeniem (mycie, dezynfekcja, zachowanie dystansu,
zakładanie maseczek, itp.) W końcu dobrze jest też poczytać
sobie trochę na temat receptur na przeżycie w sytuacji gdy
zabraknie żywności. Przykładowo warto wiedzieć jak wygląda
szczaw jadalny na surowo, oraz lebioda która po ugotowaniu
smakuje jak szpinak - tyle że zawsze jest jej w bród, która
odmiana pokrzyw jest jadalna (ta z wydłużonymi liściami),
sok z których drzew jest odżywczy i w jakim okresie (np.
brzozy wczesną wiosną), jak na Zachodzie na kursach
przeżycia uczą zjadać dżdżownice (połyka się je na żywo
po uprzednim opłukaniu z gleby), itd., itp.
Po zgromadzeniu
wiedzy na temat zarazy, trzeba sporządzić sobie na piśmie
szczegółowy wykaz tych środków które będą nam potrzebne
aby zarazę przetrwać. Na wykazie tym znaleźć się powinno
wszystko co będzie nam
potrzebne do przetrwania, nie zaś jedynie
paczuszka "tamiflu" (które to zresztą lekarstwo może
okazać się nam najmniej potrzebne dla przetrwania
owej zarazy). Przy sporządzaniu tego wykazu jest
wysoce pomocne zadawać sobie następujące pytania:
(i)
w jaki sposób oraz czym przed i podczas zarazy
będziemy w swojej rodzinie podnosili naszą
odporność immunologiczną - np. czy mamy zapas
jakichś środków uprzednio sprawdzonych przez nas
samych w działaniu;
(ii)
co będziemy jedli w przeciągu pierwszej fazy zarazy,
kiedy trzeba będzie pozostać w domu, zaś żadne sklepy
ani instytucje nie będą działały - np. czy mamy dosyć cukru,
mąki, oleju, konserw i soli aby przetrwać ten okres (pamiętajmy,
że ta pierwsza faza zarazy może trwać nawet około 2 miesięcy);
(iii)
jak będziemy gotowali swoje jedzenie i napoje jeśli
urwie się dopływ prądu i gazu miejskiego - np.
czy mamy jakąś kuchenkę z własnym zasilaniem
i zapas paliwa;
(iv)
jak uchronimy posiadane zapasy żywności przed
zepsuciem kiedy zabraknie prądu i lodówki nie będą
działały - np. czy mamy jakieś duże hermetyczne
opakowanie ze steropianu z pokrywą przy jego górnej
powierzchni, do którego po zaniku prądu możemy
przełożyć z lodówki zamrożoną żywność (kiedy
UFOnauci zepsuli mi lodówkę w tropikalnym
Borneo, swoje zapasy żywności utrzymałem
zamrożone w takim właśnie pojemniku steropianowym
przez około 2 tygodnie - po szczegóły patrz opisy
z podrozdziału VB4.4.1 w tomie 17 monografii [1/4]);
(v)
co będziemy pili gdy wodociągi przestaną dostarczać
wodę pitną (potrzeba nam około 2 litrów wody lub płynu
na dzień na osobę), w czym przechowywać będziemy
swoje zapasy wody pitnej (np. czy mamy jakiś duży
zakryty pojemnik albo zapas butelek), oraz kiedy i jak
je zgromadzimy;
(vi)
co jeszcze jest nam potrzebne dla codzinnego życia w
warunkach gdy nie ma elektryczności, wody, gazu, paliwa,
gdy kanalizacja ani wywóz śmieci nie działają, ani nie ma
żadnej pomocy z zewnątrz (np. czy mamy zapas zapałek,
latarkę, zapas baterii, jakieś worki plastykowe na odpadki, itp.);
(vii)
czym będziemy dezynfekowali ręce i ciało po dotknięciu
skażonych powierzchni, ludzi, lub produktów - tj. czy
mamy jakiś dezynfektant, denaturat, spirytus, chustki
higieniczne, papierowe serwetki, itp.;
(viii)
jak odizolujemy od siebie (gdzie umieścimy) naszych
bliskich i kochanych którzy właśnie zachorowali - np.
czy mamy dla nich odrębny pokój, czy też musimy
stworzyć jakieś parawany;
(ix)
przez co będziemy oddychali kiedy przyjdzie nam
podać żywność lub wodę naszym chorym bliskim,
lub kiedy zmuszeni będziemy wyjść na ulicę i
zaryzykować przejęcie wirusów od innych ludzi - czy
mamy gotowe maseczki, czy też użyjemy w tym
celu zwilżone szaliki lub chusteczki;
(x)
jak, na czym, pod czym, oraz gdzie, będziemy spali
jeśli np. brak żywności, albo np. smród od rozkładających
się zwłok, albo też np. bandy rabusiów, zmuszą nas
do opuszczenia miasta i do przeniesienia się na
wieś - np. czy mamy jakiś namiot, materac dmuchany
i śpiwory; gdzie wówczas się udamy - czy mamy jakąś
rodzinę na wsi z którą wcześniej uzgodniliśmy ewentualne
dołączenie do nich jeśli sytuacja rozwinie się w rozpaczliwym
kierunku;
(xi)
jak wydostaniemy się z miasta na wieś jeśli zajdzie
taka konieczność - np. czy mamy zabezpieczony
samochód i paliwo (wszakże koleje, autobusy i stacje
benzynowe mogą wówczas wcale nie działać);
(xii)
z czego i w jaki sposób będziemy śledzili co dzieje
się na świecie kiedy nie będzie prądu (np. czy mamy
radio lub telewizor na baterie, oraz zapas baterii na
wymianę),
(xiii)
z jakich środków i jak dokonamy zakupy w chwili
gdy epidemia już wybuchnie - tj. czy mamy jakieś
fundusze pod ręką. Itd., itp.
Jak widzimy, wykaz
wymaganych środków będzie dosyć spory. Poszczególne pozycje
z tego wykazu powinniśmy ponanosić na trzy odrębnych listy,
mianowicie:
(a)
tego wszystkiego co już posiadamy, tyle tylko że
musimy jedynie sprawdzić w jakim to jest stanie
aby móc na tym polegać gdy epidemia nadejdzie,
(b)
tego co jest absolutnie krytyczne dla przetrwania,
albo co dobrze jest zawsze posiadać w swoim domu,
albo co i tak normalnie potrzebujemy i używamy,
a stąd co powinniśmy zakupić lub zgromadzić
natychmiast nie czekając aż zaraza faktycznie
wybuchnie, oraz
(c)
to wszystko co jest zbyt drogie lub czego poza epidemią
normalnie byśmy nie używali, stąd z nabyciem lub
zgromadzeniem czego wstrzymamy się aż do chwili
gdy z TV, radia, lub z prasy dowiemy się że zaraza
faktycznie już wybuchła.
Natychmiast też
po sporządzeniu tych trzech list, powinniśmy się upewnić aby
zgromadzić wszystko to co jest na liście (b). Kiedy bowiem
epidemia już wybuchnie, na zdobycie tego może być zbyt późno.
Nie trudno zaś wydedukować, że jeśli nadchodząca epidemia
faktycznie zdoła zdezorganizować działanie naszej cywilizacji
i zastopować dopływ prądu, wody, paliwa, ciepła, oraz działanie
sklepów, wówczas więcej ludzi umrze zapewne z powodu głodu,
zimna, wycieńczenia organizmów, oraz ataków bandyckich
które głód sprowokuje, niż z powodu bezpośredniego ataku
wirusa.
* * *
Jeśli
nadchodzącej pladze nie zdołamy zapobiec, zaś UFOnauci
przystąpią do jej zaserwowania, wówczas każdy z nas
wystawiony będzie na przeżycia i sytuacje których obecnie
nawet nie daje się wyobrazić. Dlatego koniecznym jest
abyśmy wszyscy na czas owej plagi przyjęli określone
zasady których
będziemy ściśle przestrzegali. Oto najważniejsze z tych
zasad:
(A)
Nie wolno dać UFOnautom się pokonać ani
złamać. Znaczy nie wolno dać za wygraną i np.
umrzeć.
Totalizm
wymaga wszakże aby dla niego żyć a nie umierać.
Jeśli więc sytuacja spowoduje że popadniemy na duchu,
wówczas musimy pamiętać że totalizm domaga się
abyśmy dla niego przeżyli ten kolejny kataklizm sprowadzony
na nasze głowy przez UFOnautów, zaś po przeżyciu go
abyśmy kontynuowali swoją walkę z tymi kosmicznymi
najeźdźcami. Musimy wszakże walczyć aż pozrzucamy
ich ze swoich grzbietów.
(B)
Podczas zarazy przez cały czas musimy postępować
moralnie i ludzko. Przykładowo, bez względu na to
jak bardzo byśmy byli głodni, nie wolno nam rabować żywności
od tych którzy również jej potrzebują. (Raczej powinniśmy
upiec na ogniu i zjeść jakiegoś bezdomnego kota lub psa,
czy nawet zjadać ddżownice wykopywane z ziemi, niż
odebrać lub wykraść żywność komuś np. słabszemu
lub bezradniejszemu od siebie.)
(C)
Bez względu na to jak byśmy się bali zarazy,
nie wolno nam pozbawiać opieki, pomocy,
jedzenia, napoju, a jeśli dojdzie do tego to również i
pochowania, tych naszych najbliższych i kochanych
którzy już się zarazili. Tyle tylko, że podczas oddawania
im jakiejkolwiek posługi zachowamy wszelkie wymagane
środki ostrożności (tj. maska na ustach i nosie, utrzymywanie
bezpiecznej odległości, dezynfekcja, fizyczne odseparowanie
ich od siebie ścianą lub parawanem, itp.).
(D)
Jeśli przejdziemy grypę i wyzdrowiejemy, wówczas
natychmiast po wyzdrowieniu włączymy się aktywnie
do przywracania normalności życia. Wszakże po
wyzdrownieniu nie możemy już tą samą chorobą zarazić
się ponownie. Dlatego jeśli ulegniemy zarażeniu i
wyzdrowiejemy, wówczas mamy obowiązek wobec
innych ludzi aby powrócić do pracy i zacząć przywracać
normalne życie. Jeśli nasza praca jest w jakimś społecznie
krytycznym obszarze (np. elektryczność, woda, gaz, handel,
szpitale, transport, łączność, radio, itp.) wówczas po powrocie
czynimy to co możemy w swoim miejscu pracy i specjalizacji.
Jeśli zaś normalnie czynimy coś co jest mało istotne w sytuacji
plagi (np. reklamujemy, uczymy, itp.), wówczas na ochotnika
powinniśmy się zgłosić do najbliższej krytycznej dla społeczeństwa
instytucji której specjalizacja nam odpowiada, oraz dopomóc
im w uruchomieniu ich normalnej działalności.
(E)
Jeśli przeżyjemy grypę, pamiętajmy że mamy obowiązek
utrwalić w pogrypowym społeczeństwie tradycję mówioną,
że to UFOnauci celowo zarazili ludzkość tą morderczą
chorobę. Chodzi bowiem o to, że jeśli taka mówiona
tradycja o odpowiedzialności UFOnautów za stworzenie
tej epidemii grypy zdoła się utrwalić wśród ludzi, wówczas dalsze
bezkarne wyniszczanie ludzkości przez UFOnautów stanie
się utrudnione. Pamięć owa będzie miała bowiem te same
efekty, co zbiorowa pamięć zbrodni Hitlera. A więc wszyscy
ludzie będą sobie nawzajem przypominali, że nie wolno
przebaczyć UFOnautom takiej zbrodni na ludzkości.
Nie wolno im też wybaczyć faktu, że na przekór iż są
oni naszymi bliskimi krewniakami z kosmosu, ciągle
podrzucili nam aż tak straszliwą plagę. Z kolei takie
wzajemne przypominanie sobie tej zbrodni utrwali jej
pamięć aż po wsze czasy. Z kolei po owym utrwaleniu
ludzie zaczną wówczas patrzeć uważnie UFOnautom
na ręce. Ponadto umysły wszystkich ludzi zaczną zrzucać
na UFOnautów karmę za tą i inne zbrodnie. Z kolei pamięć
zbiorowa takiej zbrodni uniemożliwi UFOnautom nawiązywanie
w przyszłości jakichkolwiek "przyjacielskich" stosunków
z ludzkością. Nie wspomnę tu już, że gdyby w jakiejś
dalekiej przyszłości UFOnauci nagle potrzebowali od
nas pomocy, wówczas zbiorowa pamięć ludzka by im
przypomniała ową zbrodnię i odpowiednio do niej
zareagowała. (Musimy tu pamiętać, że
totalizm zabrania wybaczania win, oraz wybaczanie to przyrównuje do "rozdawania jabłek rosnących na cudzym drzewie".)
Oczywiście,
zasad tych jest więcej. Sporo z nich wynika z mechaniki
przenoszenia się zarazy, a stąd z wymogów higieny i
postępowania jakie od nas to wymusza. Czytelnicy są
jednak w stanie samemu wypracować następne takie
zasady, lub gdzieś je wyczytać. Na tym zakończę więc
niniejsze porady. Po bieżące informacje o przebiegu
naszej obrony przed plagą ptasiej grypy oraz walki z
atakującymi nas UFOnautami zapraszam do bloga
totalizmu o adresie:
"totalizm.blox.pl/html"
(blog ten opisany jest szerzej w punkcie #1 niniejszej
strony). Zalecam teraz aby natychmiast zabrać się do
działania i praktycznie wdrożyć to co wyjaśniłem powyżej!
* * *
Do powyższego
warto też dodać, że w opisany tutaj sposób należy się
bronić nie tylko przed nadchodzącą epidemią ptasiej grypy.
Praktycznie do każdego kataklizmu zsyłanego nam przez
UFOnautów, a więc do tsunami, powodzi, huraganu,
tornada, czy trzęsienia ziemi, też należy się przygotować
w opisany tutaj sposób. Tyle tylko, że dla kataklizmów
niszczących nasze domy, przykładowo dla huraganu
czy trzęsienia ziemi, środki przeżycia opisane w (3)
powyżej, a także w oddzielnym punkcie #9, należy
trzymać już spakowane w łatwo
dostępnym dla nas miejscu i gotowe do natychmiastowego
zabrania w chwili zagrożenia. A w dzisiejszej sytuacji
globalnego ataku UFOnautów na ludzkość, mogą stać
się one nam potrzebne dosłownie w każdej chwili.
(Więcej informacji na temat metod naszej obrony przed
atakami UFOnautów zestawionych zostało na stronie
internetowej
podmieńcy.)
#7. Podnoszenie naszej odporności immunologicznej - klucz do naszej obrony przed "ptasią grypą":
Jedną z
najważniejszych form przygotowania się na nadejście
epidemii, jest trwałe podniesienie u siebie i u swoich najbliższych
odporności immunologicznej na ataki wirusów grypy
(tj. "immune boosting"). Nie ma bowiem się co łudzić,
epidemię tą przetrwamy tylko jeśli organizm nas samych
i naszych najbliższych będzie w stanie zwalczyć załapaną
infekcję. Wszakże UFOnauci uczynią pewnym, że każdy
mieszkaniec Ziemi prędzej czy później będzie wystawiony
na wirusa. Tylko więc od zdolności organizmów
poszczególnych ludzi do zwalczania chorób typu grypa
będzie zależało czy wirusa tego zdołają u siebie zwalczyć.
Z kolei aby zwiększyć własną odporność immunologiczną
nie wystarczy jedynie połknąć kilku tabletek "tamiflu" za
którymi cały świat dzisiaj szaleje. (Skąd zresztą wziąść
owo lekarstwo przeciw-grypowe, kiedy nigdzie nie ma
go w wolnej sprzedarzy, zaś rządy trzymają je jako
swoje rezerwy.) Najlepiej więc dla podniesienia swej
trwałej odporności podjąć systematyczne i długofalowe działanie,
które każdy z nas powinien rozpocząć natychmiast (tj.
od dzisiaj). Jak dokładnie podnosić tą naszą odporność
na choroby grypo-podobne, niemal każdy fachowiec ma
na to własną teorię i własne rekomendowane przez siebie medykamenty
("immune boosters"). Ponieważ trudno znaleźć obiektywne dane
porównawcze jaki sposób jest najefektywniejszy, a jeszcze trudniej
znaleźć metodę co do której wszyscy by się zgadzali, opiszę
tutaj jak ja sam powiększam swoją odporność immunologiczną
na choroby w rodzaju grypy.
To co tu wyjaśnię wcale NIE gwarantuje uchronienia przed
ptasią grypą. Niemniej wskazuje kierunek od jakiego można
rozpocząć swoje działania. W moim własnym przypadku
trzy kroki jakie tu opiszę okazują się relatywnie skuteczne.
Chronią mnie bowiem dosyć dobrze przed całym zatrzęsieniem
najróżniejszych choróbs z rodziny gryp, jakimi niemal przy
okazji każdego uprowadzenia do UFO wrogo do mnie
nastawieni UFOnauci starają się mnie zarazić. Wszakże
jestem twórcą
totalizmu
którego UFOnauci nie znoszą. Gdyby więc potrafili uczynić
to w sposób nieodnotowalny dla innych ludzi, z przyjemnością
UFOnauci utopiliby mnie w przysłowiowej "łyżce wody". Oto
więc kroki jakie podjąłem aby mój organizm mógł zwalczać
grypo-podobne infekcje nadane mi przez UFOnautów:
(a)
Jedno jabłko po każdym posiłku. Zanim opiszę tu
sposób na jaki powiększam swoją własną odporność
immunologiczną, powinienem wyjaśnić, że opisane
tu środki stosuję tylko przez relatywnie niedawną część
swojego życia. Początkowo nie zażywałem niczego dla
utrzymania zdrowia. Chorowałem więc praktycznie bez
przerwy. Posądzałem wówczas że po prostu jestem
z natury chorowity. Dopiero wiele
lat później odkryłem, że praktycznie wszystkie moje
choroby demonstrują cały szereg atrybutów które
dowodzą, że indukowane są one u mnie celowo
właśnie przez UFOnautów. Pierwsze zamierzone
działanie nastawione na poprawę swojej odporności
immunologicznej podjąłem dopiero około 1990 roku.
Mieszkałem wówczas w Dunedin. Zwróciłem wtedy uwagę
na często powtarzane w Nowej Zelandii powiedzenie,
że "jedno jabłko na dzień trzymać będzie lekarzy z daleka,
jedna cebula na dzień trzymać będzie wszystkich z daleka,
zaś jeden czosnek na dzień utrzyma z daleka nawet
wampira" (po angielsku "one apple a day keeps doctors
away, one onion a day keeps everyone away, one garlic a
day keeps even a Dracula away"). Zdecydowałem się
sprawdzić, czy faktycznie ono działa. Ponieważ nie jestem
entuzjastą jedzenia cebuli czy czosnku, postanowiłem
zjadać jedno jabłko po każdym posiłku (czyli zjadałem
po trzy jabłka dziennie). W następstwie tego prostego
posunięcia uzyskałem tak duże zmniejszenie liczby
wizyt u lekarza, że oszczędności na opłatach za te wizyty
przewyższały moje wydatki na jabłka. (W Nowej Zelandii
nawet najkrótsza wizyta u lekarza kosztuje co najmniej
50 dolarów, plus koszta drogich lekarstw jakie on zapisze.
Kilogram zaś jabłek kosztuje od jednego do czterech dolarów,
zależnie od sezonu i jakości.) Owo jedzenie jabłek po każdym
posiłku stosuję więc dosłownie w każdy dzień aż do dzisiaj.
Tyle że z czasem zwiększyłem urozmaicenie zjadanych
owoców i obecnie jem przy każdym posiłku co najmniej
połowę jabłka, plus co najmniej połówki z dwóch innych
owoców jakie zmieniają się zależnie od sezonu. Aczkolwiek
zjadanie tych owoców drastycznie zmniejszyło moją
zapadalność na najróżniejsze choroby, nie wyeliminowało
tej zapadalności całkowicie. Ciągle około dwa razy do roku
dopadała mnie jakaś długa i dokuczliwa choroba związana
z kaszlem, katarem, bólem głowy, wymiotami, itp.
(b)
Szklanka świeżego soku owocowego każdego ranka
na pusty żołądek.
Podczas swojej profesury w Malezji w latach 1993-6
poznałem moją obecną żonę. Ona zaś rozsmakowała
mnie w świeżych sokach owocowych, które każdego
ranka podawała mi do wypicia na pusty żołądek. Sok
ten robi ona osobiście tuż przed wypiciem za pomocą
sokowirówki. Wypijany sok za każdym razem wyciskany
może być z czegoś innego, zależnie co jest dostępne
w sklepach warzywniczych w danym sezonie. Jednak
kombinacjami które pijam najczęściej są: selery,
marchewki i jabłka, albo też marchewki i pomarańcze.
Te składowe bowiem w Nowej Zelandii są najtańsze,
zawsze je można w sklepie dostać, mają najwięcej
składników jakie nasz organizm potrzebuje dla
zdrowia, oraz podczas picia są bardzo smaczne.
Aby sok ten był przyjemny do wypicia, zawsze jest
on słodzony (zazwyczaj miodem a nie cukrem).
Niemal całkowicie unikam przy tym picia gotowych
soków zakupionych w sklepie, ponieważ po pierwsze
są one nieświeże (tj, wykonano je na wiele dni, a
czasami nawet miesięcy, wcześniej), po drugie zaś
dla zwiększenia ich żywotności w fabryce nafaszerowano
je różnymi chemikaliami. Dlatego takie fabryczne soki
faktycznie pomniejszają moją odporność na choroby
zamiast ją zwiększać. Po rozpoczęciu codziennego
picia szklanki takiego świeżego soku odnotowałem,
że moja zapadalność na choroby jeszcze bardziej
spadła. Przykładowo moje zachorowania na choroby
związane z kaszlem i katarem zmniejszyły się do
około jednego na rok, a w niektórych latach nawet
do jednego zachorowania na dwa lata. Sok ten
wydatnie więc zwiększa moją trwałą odporność
immunologiczną na choroby typu grypa.
(c)
Awaryjne wzmacnianie odporności: "Echinacea" oraz
"kwiat lipy". Na dodatek do opisanego powyżej
systematycznego zjadania owoców oraz wypijania
świeżego soku każdego ranka, w krytycznych
sytuacjach używam też dwa dalsze lekarstwa ziołowe
dla chwilowego podniesienia swojej odporności
immunologicznej. Lekarstwa te w wyniku wielu prób
i eksperymentów potwierdziłem jako szczególnie
skuteczne. Niestety, są one aktywne tylko przez
krótki okres czasu (tj. do około 2 tygodni).
Potem trzeba dokonać przerwy w ich użyciu też
o długości około 2 tygodni. Jak stwierdziłem, te dwa
zioła mają zdolność do wytłumienia pełnego rozwoju
choroby typu grypa, nawet jeśli pojawią się już pierwsze
objawy tej choroby. Awaryjne użycie tych środków
niedopuszcza do pełnego rozwoju danej choroby i przywraca
zdrowie. Dlatego ja używam je zapobiegawczo w każdej
sytuacji kiedy zaistnieje bezpośrednie niebezpieczeństwo
że załapię jakiegoś wirusa. Przykładowo używam je
ponieważ ktoś obok mnie w pracy kicha i kaszle. Ponadto
zażywam je także natychmiastowo we wszystkich sytuacjach
kiedy odnotuję że załapałem już wirusa, a więc kiedy zaczyna
boleć mnie gardło i głowa, zaczynam kichać, pojawia się u mnie
katar, itp. W obu tych przypadkach owe środki zapobiegają
pełnemu rozwinięciu się choroby. Owymi awaryjnymi środkami
są tabletki 1000 mg (plus) wyciągu amerykańskiego zioła
nazywanego "Echinacea", oraz wypijanie herbaty zaparzonej
z "kwiatu lipy". W Nowej Zelandii tabletki "Echinacea"
można kupić praktycznie w każdym domu towarowym.
Są one też dostępne w każdej aptece. W czasach takiego
bezpośredniego zagrożenia zażywam jedną tabletkę
Echinacea dziennie, zwykle również przed którymś
posiłkiem. Jeśli boli mnie gardło wówczas jednocześnie
co jakiś czas zażywam też pastylki na bół gardła z tego
samego zioła (pastylki te nazywane są "Echinacea
Throat Lozenges"). Owo amerykańskie ziele w bardzo
krytycznych sytuacjach uzupełniam też wypiciem trzech
szklanek dziennie (zwykle pomiędzy posiłkami)
herbaty zaparzonej z kwiatu lipowego. Ponieważ herbaty
tej nie można dostać w Nowej Zelandii, celowo sprowadzam
ją sobie z Polski. Jak się przekonałem, herbata z kwiatu
lipy także jest bardzo silną "immune booster". W sumie,
jeśli owe dwa zioła (tj. "Echinacea" i "kwiat lipy") zacznę
zażywać wystarczająco wcześnie, zawsze uniemożliwiają
one pełny rozwój choroby która właśnie mnie zaatakowała.
Natychmiast też kiedy zagrożenie przemija, zaprzestaję
zażywania tych dwóch awaryjnych środków. Wszakże
należą one do chwilowych "immune boosters" których
działanie opiera się na zasadzie krótkotrwałego zmobilizowania
obronności organizmu. Dlatego tracą one swoją moc po
około dwóch tygodniach nieustannego zażywania (organizm
po prostu do nich się przyzwyczaja i przestaje na nie reagować).
Trzeba mieć więc co najmniej dwa tygodnie przerwy w ich
używaniu i odpoczynku dla organizmu, zanim ponownie
mogą być zażyte z sukcesem.
Aczkolwiek
opisane powyżej trzy sposoby zwiększania mojej odporności
immunologicznej nie były sprawdzone w działaniu na
ptasiej grypie, osobiście liczę właśnie na nie na wypadek
zarazy. Wszakże przeciw-grypowych "immune boosters"
które reklamują w gazetach, w rodzaju "tamiflu", zapewne
nie uda mi się zdobyć. Wszakże są one w rezerwie rządowej.
(Aczkolwiek moja żona posiada w domu paczuszkę chińskiej
przyprawy do potraw i wódki zwanej "anyżem" - po angielsku
nazywanej "star anise". To z niej podobno "tamiflu" ma być
wykonywane.) Ponadto wierzę też w zapewnienia ekspertów
medycznych, że sama jedna "tamiflu" nie okaże się zdolna
do zapobiegnięcia tej paskudnej zarazie. Tabletki te
były przecież dostępne kiedy ludzie zarażali się
wirusem H5N1 w Chinach, Wietnamie i Indonezji.
A pomimo to ciągle ponad połowa zarażonych umarła.
(d)
"Mleczko pszczele", "dehumidifier" i inne eksperymenty.
Medykamenty faktycznie powiększające moją odporność
immunologiczną, które opisałem w punktach (a) do (c) powyżej,
nie są jedynymi jakie sprawdzałem eksperymentalnie.
W aptekach i supermarketach bez przerwy przecież oferują
najróżniejsze środki, które jakoby mają działać cuda.
Ja uprzednio próbowałem aż kilka z nich, np. tzw.
"dietary supplements" oraz "spirulina". Niestety większość
się nie sprawdziła. Pomimo ich zażywania moja
odporność immunologiczna nie uległa zwiększeniu.
Być może, że podobnie jak to ma miejsce z Echinacea
i kwiatem lipy, nasz organizm do nich się przyzwyczaja
i aby utrzymać ich skuteczność należy przerywać ich
zażywanie po dwóch tygodniach (ja zażywałem je
ciągle przez długie okresy czasu). Dla odmiany moje
eksperymenty ze starożytnym syropem chińskim
nazywanym King To "Nin Jiom Pei Pa Koa"
zakończyły się sukcesem. (Jego nazwa "Nin Jiom
Pei Pa Koa" i producent "King To" napisane są na
opakowaniu. Chińczycy nazywają je także "matka i
syn" - po angielsku "mother and son", ponieważ w
dawnych czasach na jego opakowaniu nadrukowany był
rysunek matki i syna.) Owo starożytne chińskie lekarstwo
faktycznie potrafi uciąć i odwrócić objawy narastającego
bólu gardła i anginy - jeśli zażyje się je natychmiast
po tym jak stwierdzi się pierwsze drapanie w gardle,
co zwykle ma miejsce około 3 nad ranem (wystarczy
wówczas wolno zlizać, tak jak to czyni się z pastylkami
na ból gardła, zawartoś jednej łyżki stołowej tego silnego
lekarstwa). Jego skuteczność wynika z faktu, że przywraca
ono w naszym organiźmie balans energii "yang" i "yin".
(Energie te, oraz ich wpływ na nasze zdrowie, opisałem
na stronie
owoce tropiku.)
Z kolei bóle gardła i anginy indukowane są właśnie
nadmiarem energii "yang" w naszym organiźmie
spowodowanym np. zjedzeniem wieczorem jakiejś
silnie upieczonej potrawy (dużej porcji frytek, pieczonej
ryby, itp.). Jeśli jednak lekarstwa tego nie da
się zakupić w Polsce, wówczas warto wiedzieć, że
ten sam co ono efekt daje natychmiastowe zassanie
całej serii "Echinacea Throat Lozenges" opisanych
wcześniej. Szybkie wyeliminowanie bólów gardła i angin
ma duże znaczenie w naszej obronie przed grypami.
Jeśli bowiem ktoś da im się rozwinąć, wówczas osłabiają
one organizm, tak że potem wirusy grypy mogą łatwo
przejąć nad nim kontrolę i go wykończyć. Jakieś dwa
miesiące temu (tj. we wrześniu 2005 roku) rozpocząłem
eksperymentowanie z kolejnym
"immune booster". Jest to "mleczko pszczele" (po
angielsku "Royal Jelly"). Każdy swój dzień natychmiast
po wstaniu z łóżka zaczynam teraz od spożycia na czczo
jednej tabletki 1000 mg owego "mleczka pszczelego".
Dopiero potem, tj. po zakończeniu wszystkich porannych
czynności, przed zjedzeniem śniadania ciągle na pusty
żołądek wypijam szklankę świeżego, naturalnego soku
owocowego. Muszę tutaj przyznać, że owo mleczko
pszczele faktycznie wyraźnie poprawia moje samopoczucie.
Najwyraźniej więc posiada jakiś korzystny wpływ na ludzki
organizm. Jak jednak wplywa ono na zmniejszenie
zachorowalności na choroby pokrewne do grypy,
to ciągle dopiero będę starał się ustalić. Wszakże jeden
raz już po tym jak zacząłem je zażywać miałem sytuację
że zmuszony byłem odwołać się do Echinacea i do kwiatu
lipy, bo brała mnie jakby grypa. Najwyraźniej więc na choroby
typu grypa mleczko pszczele jest mniej skuteczne od owych
ziół. Kolejny "immune booster" jaki także wypróbowałem
to "olejek z nasion grapefruita (po angielsku "Grapefruit
Seed Extract"). Stosowałem go do wyleczenia przedłużającego
się kaszlu w czasach kiedy nie posiadałem kwiatu lipy jaki
na kaszel taki jest najlepszy. Jak się okazało, ów olejek z
nasion grapefruita potrafi zastąpić kwiat lipy i wyleczyć
uporczywy kaszel. Jednak ma on przykry efekt uboczny.
Wyniszcza on bowiem jakieś korzystne mikroorganizmy
w żołądku i inicjuje problemy żołądkowe. Odnotowalne
pomniejszenie zachorowalności daje także u mnie użycie
w mieszkaniu urządzenia nazywanego "dehumidifier".
Usuwa ono z powietrza wodę i inne płyny. Z kolei miniaturowe
kropelki wody unoszące się w powietrzu są właśnie wehikułami
w jakich podróżują wirusy i bakterie. (Wszystko też na to
wskazuje, że UFOnauci zawsze używają właśnie kropelek
jakiegoś płynu do przenoszenia rozpylanej przez siebie
"broni biologicznej".) Ów "dehumidifier" pozbawia więc wirusy
i bakterie możności dotarcia do naszych organizmów.
W ten sposób odnotowalnie zmiejsza on częstość z jaką
załapujemy najróżniejsze choroby.
Moje
dotychczasowe doświadczenia ujawniają, że przy
zapobieganiu chorobom pokrewnym do grypy, kataru, anginy,
antraksu, itp., bardzo istotna jest szybkość zażycia pierwszej
porcji "immune boosters" po pojawieniu się symptomów.
Od chwili bowiem pojawienia się pierwszych symptomów
choroby, aż do czasu gdy choroba przejmuje pełną
kontrolę nad naszym organizmem, ma się co najwyżej
dwie godziny. Jeśli w przeciągu owych dwóch godzin
nie zażyje się wymaganego "immune boosters"
wówczas choraba się rozwinie i nie da się jej już zadusić w zarodku.
(Ja w takich wypadkach na wszelki wypadek zażywam
wszystkie "immune boosters" jakie mam pod ręką, a
więc Echinacea w tabletce, Echinacea Throat Lozenges,
Nin Jiom Pei Pa Koa, a czasami też i kwiat lipy - chociaż
jest sporo kłopotu z jego zaparzaniem.) W moim przypadku
dodatkową trudność sprawia fakt, że symptomy choroby
pojawiają się zwykle około 3 nad ranem. Wszakże u mnie
powodowane są one celowymi infekcjami dokonywanymi
podczas nocnych uprowadzeń do UFO. Dlatego nie tylko
że mam bardzo krótki przedział czasu (mniej niż 2
godziny) aby zareagować i zażyć lekarstwa, ale na
dodatek w środku snu muszę trzeźwo rozpoznać
symptomy choroby i zmobilizować się do
wstania z łóżka oraz zażycia "immune boosters".
(A na dodatek po każdym takim uprowadzeniu do
UFO jestem cały obolały i wyczerpany fizycznie.)
Jednak w przypadku "naturalnych" infekcji (tj. nie
powodowanych medycznie przez złośliwych
UFOnautów) zapobieganie powinno być łatwiejsze.
Wszakże dla nich pierwsze symptomy choroby
powinny pojawić się podczas dnia.
* * *
Wyniki moich
skromnych eksperymentów zdrowotnych wyraźnie sugerują,
że istnieją dwie odmienne zasady działania na jakich owe
"immune boosters" pracują. Stąd istnieć także muszą dwa
odmienne rodzaje owych "immune boosters". Na przekór
jednak że ja dosyć mocno się nimi interesuję, jak
dotychczas nigdzie się nie natknąłem na klarowne i obrazowe
wyjaśnienie tej sprawy. Na przekór więc, że moje prywatne
eksperymenty praktyczne są bardzo prymitywne w
porównaniu z wyrafinowanymi badaniami prowadzonymi
przez zawodowych medyków i farmaceutyków,
zaprezentuję poniżej wnioski do jakich na ich podstawie
doszedłem. Wnioski te bowiem bardzo prosto, klarownie
i obrazowo wyjaśniają jak działają owe "immune boosters".
Z kolei z własnego doświadczenia wiem, że na przekór
ogromnego zaawansowania dzisiejszej medycyny,
zwykłym ludziom właśnie brakuje prostych wyjaśnień i
zasad, takich jak te które tu opisuję. Z kolei bez znajmości
owych zasad, używanie "immune boosters" może okazać
się zupełnie bezproduktywne.
Pierwszą
z tych dwóch odmiennych zasad działania "immune boosters",
jakie potwierdziłem empirycznie w wyniku swoich eksperymentów,
można by nazwać "trwałą". Daje się ją bardzo prosto
wyjaśnić za pośrednictwem podobieństwa naszego systemu
immunologicznego do ogromnej armii miniaturowych istot.
Armię tą utrzymujemy w naszym organiźmie aby zwalczała
infekcje. W normalnym jednak przypadku my nie jesteśmy
świadomi istnienia owej armii, nie bardzo więc dbamy aby
miała ona broń i amunicję wymaganą do walki z wirusami.
Chociaż więc każdy z nas posiada w sobie ową armię,
u większości z nas, każdy z żołnierzyków owej armii jest
jakoś niedozbrojony. Jedni nie mają "karabinów", inni nie
mają "amunicji" potrzebnej do walki, itp. Trwałe podnoszenie
naszej zdolności immunologicznej polega więc na wyposażeniu
tej naszej wewnętrznej armii we wszystko co ona potrzebuje
do walki z wirusami. A potrzebuje ona wielu mikroskładników
których zwykle brakuje w tym co codziennie zjadamy.
Dlatego aby ją właściwie wyposażyć, jak to wyjaśniłem powyżej,
ja zaczynam każdy dzień od wypicia szklanki świeżego soku
owocowego na pusty żołądek, zaś po każdym posiłku zjadam
jedno jabłko. Kiedy zaś UFOnauci ześlą nam zarazę ptasiej
grypy, wówczas zapewne zacznę nawet zjadać dodatkowo
po jednej surowej cebuli na dzień i po jednym ząbku czosnku
- na przekór że nie bardzo przepadam za ich smakiem.
Druga
zasada na jakiej pracują "immune boosters" może być
nazwana "chwilową". Polega ona na jakby
chwilowym "rozdrażnieniu" owej armii miniaturowych
żołnierzyków którą posiadamy w naszych organizmach.
"Rozdrażnienie" to uzyskuje się poprzez zjedzenie
odpowiedniego "ostrego" medykamentu pobudzającego
nasz system immunologiczny do nadgorliwego działania.
Wynikiem tego zjedzenia jest, że nasze miniaturowe
żołnierzyki jakby rozbiegają się po organizmie i atakują
każdego nieznanego im wirusa lub bakterię na jakie
tylko się natkną. Jedzenie więc owych "chwilowych"
immune boosters można by porównać do potrząsania
drzewem na którym wisi gniazdo os. Potrząsanie to
wprowadza osy we wściekłość, tak że atakują one
wszystko co im się tylko nawinie. Dlatego owe "chwilowe"
immune boosters podnoszą na krótki okres czasu
odporność naszego systemu znacznie ponad jej
normalny (czyli "trwały") stan. Z kolei po takim
chwilowym podniesieniu tej odporności, nasz organizm
staje się zdolny do zwalczenia infekcji które normalnie
by nas wykończyły. Niestety problem z owymi "chwilowymi
immune boosters" jest, że nasz organizm szybko
przyzwyczaja się do ich istnienia. Po jakichś więc 10
dniach ich używania, owe miniaturowe żolnierzyki z
naszego organizmu przestają się już podniecać kiedy
zażyjemy dane lekarstwo i wracają do normalnego
dla nich sposobu bronienia nas przed nowymi wirusami.
Dlatego nawet jeśli ciągle zażywamy dane lekarstwo,
po około 10 dniach nasza odporność immunologiczna
stopniowo powraca ze sztucznie podwyższonego
"poziomu chwilowego" do znacznie niższego "poziomu
trwałego". (Dlatego jest tak ważne aby nasz "trwały"
poziom odporności był również wysoki.) Stąd owe
"chwilowe" immune boosters trzeba przestać zażywać
po nie dłużej niż około 2 tygodniach, bo i tak przestają
one być efektywne nawet jesli kontynuujemy ich zażywanie.
(Zapewne nie bez powodu "tamiflu" posiada jedynie
10 tabletek w jednym opakowaniu. Być może jego
producentom chodzi właśnie o to, aby po 10 dniach
przerwać jej zażywanie i dać naszemu organizmowi
odpocząć.) Dopiero po daniu sobie okolo 2 tygodni
odpoczynku można je zacząć zażywać ponownie z
sukcesem. Praktycznie więc owe chwilowe "immune
boosters" należy używać tylko w momencie bezpośredniego
zagrożenia, np. kiedy ktoś przy nas zachorował i
podsyła nam zarazki ptasiej grypy, lub kiedy my
sami odczujemy pierwsze objawy infekcji. (Np. "tamiflu"
ma się podobno zacząć zażywać dopiero kiedy
zidentyfikuje się u siebie objawy grypy.) Owe chwilowe
"immune boosters" są bowiem zdolne do odwrócenia
objawów i do zaduszenia choroby - ale tylko jeśli
zażyjemy je natychmiast po pojawieniu się pierwszych
symptomów. Do takich "chwilowych" immune boosters
które ja eksperymentalnie na sobie potwierdziłem jako
szczególnie efektywne dla chrób typu grypa, katar i
kaszel i dlatego które zawsze używam w przypadku
zagrożenia tymi właśnie chorobami, należą: (1) tabletki
z amerykańskiego zioła zwanego "Echinacea" (oba
rodzaje - do ssania na gardło o zawartości około 100
mg Echinacea, oraz do połykania - o zawartości około
1000 mg), oraz (2) herbata z polskiego "kwiatu lipy".
Osobiście wierzę, że owa poszukiwana "tamiflu" również
należy do "chwilowych" immune boosters, aczkolwiek
nie mam jak tego sprawdzić.
Jako swoistą
ciekawostke dodam też tutaj, że podstawowym surowcem z
którego produkuje się owa "tamiflu" jest kwas po angielsku
nazywany "shikimic acid". Z kolei ów kwas w stanie naturalnym
zawarty jest w nasionach chińskiej przyprawy do zup i wódek,
która po polsku nazywa się "anyż" - stąd się bierze
wódka "anyżówka". Angielska nazwa tej przyprawy to "star anise".
Przyprawa ta ma kształt strączków podobnych do miniaturowych
gwiazdek radzieckich. Zawarte w nich chemikalia muszą być
bardzo silne bowiem jedna 75 mg tabletka "tamiflu" jest
wagowym odpowiednikiem w przybliżeniu jednej gwiazdki
(strączka) anyżu. Ja jadałem "anyż" relatywnie często w
tropikalnej Malezji w najróżniejszych tamtejszych potrawach
i wiem że NIE mam na niego alergii. Przyprawę tą kiedyś
dawało się zakupić w sklepach spożywczych i stoiskach
z przyprawami na praktycznie całym świecie. Jednak w
ostatnich czasach w telewizji i internecie informują, że
wysuszone nasionka owego "anyżu" w błyskawicznym
tempie znikają z półek sklepowych. Ciekawe czy ludzie
nagle nabrali smaku na dodawanie anyżu do potraw czy
też wierzą że sproszkowane chałupniczo tuż przed zażyciem
na domowym młynku do kawy lub moździeżu, owe
gwiazdeczki anyżu są źródłem "shikimic acid" a stąd dla
tych którzy nie byli w stanie zakupić "tamiflu" reprezentują
one jakiś tam tani substytut.
Na zakończenie
tego punktu chciałbym dodać, że istnienie opisanych powyżej
dwóch odmiennych rodzajów "immune boosters" dostarcza
również wyjaśnienia czym właściwie są owe zadziwiające
fachowców "remedy homeopatyczne". W świetle
poprzednich wyjaśnień owe remedy to po prostu "chwilowe
immune boosters" które naszą wewnętrzną armię podrażniają
bardzo wybiorczo. W wyniku owego wybiorczego podrażnienia
armia ta zostaje "rozwścieczona" tylko przeciwko określonemu
rodzajowi chorób. Tylko też ów rodzaj choroby armia ta nadgorliwie
zwalcza.
#6. Jakie medykamenty wskazywane są przeciwko grypie przez najróżniejsze źródła:
W poprzednim
punkcie #7 przytoczyłem opisy najróżnieszych środków
które ja sam wyprobowałem w działaniu i które planuję
używać podczas ewentualnej zarazy. Natomiast w niniejszym
punkcie przytoczę opisy środków których użycie rekomendowane
jest przez najróżniejsze inne źródła. (Te też wezmę pod
uwagę jeśli zajdzie taka potrzeba.) Większość z zaprezentowanych
tutaj opisów zaczerpnięta została z najróżniejszych artykułów
które w październiku 2005 roku pojawiły się w nowozelandzkich
gazetach. Niektóre jednak pochodzą z innych źródeł. Oto one:
(1)
Środki i medykamenty zalecane przeciwko ptasiej grypie
przez ortodoksyjną medycynę. Oto naważniejsze
z nich:
(1a)
Izolacja (po angielsku: "isolation is the best defence").
Konwencjonalna medycyna zaleca, aby w przypadku
wybuchu epidemii przebywać głównie w domu, zaś
wychodzić do miejsc publicznych jedynie w razie
niezbędnej konieczności. Dlatego wielu mieszkańców
Nowej Zelandii czas epidemii planuje spędzić w
swoich domach wakacyjnych położonych nad brzegami
morza lub jezior oraz z dala od miast i osiedli ludzkich.
W przypadku konieczności wyjścia do miejsc publicznych,
konwencjonalna medycyna zaleca aby zakładać maski
lub co najmniej przesłaniać usta i nos jakąś podwójną
warstwą materiału, np. chustką lub szalikiem, zwilżonego
wodą z dodatkiem odrobiny alkoholu lub innego dezenfektanta.
Na ręce dobrze jest zakładać jakieś wyrzucalne rękawiczki.
Jeśli to możliwe, przez cały okres epidemii należy unikać
zbliżenia się do innej osoby (nawet zdrowej) na mniej niż
1 metr odległości.
(1b)
Higiena. Własne ręce należy uważać za nieustannie
brudne i skażone wirusem, chyba że właśnie były starannie
umyte mydłem. Unikać należy dotykania ust, nosa i twarzy
swymi rękami.
Do wycierania i kichania używać należy papierowych chustek
wyrzucanych natychmiast po jednorazowym użyciu. Wszystkie
dotykane i używane powierzchnie mebli i przedmiotów należy
dezynfekować co najmniej raz dziennie.
(1c)
Farmaceutyki. W nowozelandzkich gazetach
narazie nie wskazują konkretnych farmaceutyków
przeciwko ptasiej grypie. Liczą tam, że kiedy epidemia
wybuchnie, będzie więcej o niej wiadomo, stąd będzie
można wskazać coś konkretnego. Narazie informują aby
natychmiast po wykryciu u siebie pierwszych symptomów,
zacząc zażywać "tamiflu" (jeśli symptomy są silne wtedy
nawet dwie tabletki dziennie) - której jednak nie daje się
tam kupić w wolnej sprzedaży. Ponadto zalecają aby starać
się zbijać wysoką temperaturę do normalnego poziomu
używając paracetamol (po 2 tabletki cztery razy dziennie),
panadol (dorośli) lub pamol (dzieci). (Warto tutaj odnotować,
że w owym zbijaniu w dół wysokiej temperatury, medycyna
ortodoksyjna zaleca dokładną odwrotność tego co nakazuje
medycyna ludowa. Wszakże medycyna ludowa zaleca
aby chorobę ze siebie wypocić - patrz leczenie metodami
opisanymi w (3c) i (3d) poniżej.)
(2)
Remedy przeciwko grypie oferowane przez tzw.
"medycyny alternatywne". Medycyny
alternatywne oferują cały szereg najróżniejszych
środków przeciwko grypie i pokrewnym jej chorobom.
Oto niektóre z tych środków, z jakich opisami
dotychczas się zetknąłem:
(2a)
Koloidalne srebro (po angielsku "colloidal silver").
Można je zakupić w sklepach alternatywnych medycyn.
Ma pomagać m.in. na grypy. Jednak używać należy
tylko kiedy pojawią się symptomy, bowiem długoterminowe
użycie srebra powoduje trwałą zmianę koloru skóry
znaną pod medyczną nazwą kondycji "argyria".
(2b)
Witamina C. Niektórzy wyznawcy alternatywnej
medycyny twierdzą, że przeciw-grypowe działanie
mają duże (końskie) dozy witaminy C. Dozy jakie
oni przy tym wskazują są wielokrotnie wyższe od
dóz rekomendowanych przez ortodoksyjną medycynę.
Jednak ich stosowanie powinno być krótkoterminowe,
zaczynane natychmiast po pojawieniu się pierwszych
symptomów grypy.
(2c)
Ziołowe "immune boosters". Alternatywne
medycyny zalecają ich cały szereg. Niezależnie
od opisanego w poprzednim punkcie #7 amerykańskiego
zioła "echinacea" (które ja sam sprawdziłem już w
działaniu i uważam za doskonałe), w Nowej Zelandii
uważa się że podobne działanie mają też mieć
"liść drzewa oliwkowego" (po angielsku "olive leaf"),
"bovine colostrum", oraz czosnek. Do tego ja dodałbym
też herbatę z "kwiatu lipy", którą znam z Polski i
którą wielokrotnie potwierdziłem już w działaniu
jako ogromnie efektywną, jednak której leczniczych
zdolności narazie nie znają w Nowej Zelandii.
(2d)
Nalewka z bursztynu. Kiedy ciągle mieszkałem w
Polsce, nalewka ta była sławna jako lekarstwo na różne
przeziębienia i choroby typu grypa. Jednak poza Polską
nie jest ona znana. Sporządza się ją poprzez rozpuszczenie
maleńkich odłamków bursztynu znajdowanych na bałtyckich
plażach, w butelce dowolnego alkoholu, np. rumu, wódki
żytniej, itp. (Jest jakiś "trick" w owym rozpuszczaniu, którego
już nie pamiętam. Normalnie bowiem bursztyn jest oporny
na próby rozpuszczania. Proszkuje się go więc w moździeżu
i zalewa spirytusem, czy coś w tym rodzaju.) Kiedy zaś
choroba nas napada, chory "strzela sobie" kielicha owej
nalewki. Podobno pomaga (ja sam jej nigdy nie próbowałem).
(2e)
Akupunktura. Niestety, ta musi być zrealizowana
przez fachowca, oraz wymaga specjalnego ekwipunku.
Stąd jej użycie raczej odpada w warunkach plagi. (Chyba
że akupunkturysta jest członkiem naszej najbliższej rodziny.)
Na szczęście akupunktura igłowa posiada kilka alternatyw.
Dwie z nich, opisane poniżej w (3a) i (3b), mogą być zrealizowane
przez każdego i to w warunkach plagi.
(2f)
Akupunktura świetlna. Jest ona podobna do akupunktury
igłowej i tak samo efektywna. Tyle że zamiast wbijania igieł,
punkty akupunkturowe
energetyzuje się w niej promieniem światła o wymaganej
częstotliwości. Światło to typowo ma kolor czerwony. Ma
ona tą zaletę nad akupunkturą igłową, że nie wbija się w
niej żadnych igieł - co zwykle zraża ludzi do normalnej
akupunktury. Ponadto chory może realizować ją samemu
- jeśli tylko zna położenie punktów akupunkturowych leczących
daną chorobę i posiada wymagane źródło światła. Położenie
punktów akupunkturowych może wskazać nam akupunkturysta,
poczym możemy u siebie oznaczyć je dokładnie jakimś trwałym pisakiem.
Można też je odnaleźć z atlasów w literaturze akupunkturowej.
(Warto wiedzieć, że w naszym uchu zduplikowane są wszystkie
punkty akupunkturowe z całego naszego ciała.) Z kolei źródło
światła używane do owej akupunktury jest bardzo podobne,
jeśli nie identyczne, do owych wskaźników laserowych w
kształcie długopisu wysyłających czerwone promienie świetlne.
(Wskaźniki takie często używane są przez wykładowców do
wskazywania szczegółów obrazu omawianego na dużym
ekranie.)
(3)
Metody obrony przeciwko grypie stosowane w
dawnych czasach, które ja poznałem z folkloru jakiegoś
kraju. Pełny wykaz tych metod wraz z ich
opisami, zawarty jest na odrębnej stronie o nazwie
uzdrawianie.
Poniżej opisuję tylko te z owych metod które być
może okażą się i dziś przydatne do leczenia gryp.
(3a)
Nacieranie jajkiem (po angielsku:
"rubbing eggs"). Jest to sposób zbijania
wysokiej gorączki w dół oraz leczenia ciężkich
chorób, używany w dawnych Chinach i poznany
przeze mnie z folkloru staro-chińskiego. Ma
on działać poprzez przejmowanie przez
ugotowane jajko szkodliwej energii danej choroby.
Jego zasada działania jest więc podobna do
zasady działania akupunktury, tyle że każdy
może go zrealizować (nawet chory sam na sobie),
bowiem nie potrzeba mieć dla niego wiedzy
ani ekwipunku akupunkturysty, a ponadto nie
dokonuje się w nim nakłuwania które zwykle
zraża ludzi do prawdziwej akupunktury.
(Dlatego ten sposób leczenia możnaby
nazwać "akupunkturą dla nieprzeszkolonych",
albo "tarciową odmianą akupunktury".)
Polega on na tym, że piersi chorego, a czasami
także i jego plecy, naciera się na gołą skórę dwa
razy dziennie świeżo ugotowanym na twardo,
ciągle gorącym i specjalnie przygotowanym
jajkiem kurzym. Kierunek poszczególnych
ruchów nacierających przy owym nacieraniu
musi być od góry piersi do dołu piersi.
Aby jajko przygotować do tego zabiegu,
najpierw trzeba je ugotować na twardo i
natychmisat po ugotowaniu obrać ze skorupki
(kiedy ciągle jest bardzo gorące - im jajko
jest gorętsze podczas nacierania tym lepiej).
Następnie trzeba szybko wybrać z niego żółtko
(nacierania dokonuje się tylko białkiem jajka).
W końcu, dla lepszego odbierania energii
danej choroby, w miejsce żółtka wstawia się
monetę. Chińczycy zalecają że moneta ta ma być
srebrna albo miedziana, bowiem te metale
najlepiej oddziaływują z energią choroby.
Aby jajko się nie rozpadło podczas owego
nacierania, owija się je w pojedynczą warstwę
cienkiej tkaniny z naturalnego włókna, np.
w pieluchę, cienką chustkę do nosa, lub
w cienką gazę. Wszystkie te czynności
należy wykonywać tak szybko jak się da, aby
jajko jak najmniej ostygło. Następnie trzymając
za ów materiał w jaki jajko jest zawinięte, naciera
się jajkiem piersi chorego. Nacieranie to się
kontynuuje aż do momentu kiedy jajko ostygnie.
Co mnie w owej metodzie szokuje najbardziej, to że
przejmowana energia choroby powoduje w jajku
użytym do nacierania trwałe zmiany strukturalne.
Przykładowo energia choroby przejęta przez owo jajko
od zwykłej gorączki, powoduje że nowa miedziana
moneta może całkowicie zostać skorodowana.
Z kolei energia groźnej choroby przejęta przez to jajko
np. od tyfusu (duru brzusznego) powoduje, że w jajku
tym pojawiają się włókna podobne do ptasiego puchu
(w przypadku tyfusu owe zmaterializowane w jajku
włókna są czarne, inne zaś choroby generują białe
włókna).
Najbardziej
niezwykłe w nacieraniu jajkiem jest, że posiada ono wpisany
w siebie wskaźnik ujawniający, czy metoda ta jest pomocna
na daną dolegliwość. Mianowicie po pierwszym nacieraniu
dla danej choroby przeglądamy zawartość jajka. Jeśli w
białku znajdziemy jakiś rodzaj puchu, oznacza to że metoda
ta leczy którąś z chorób jakie właśnie buszują w naszym ciele
i dlatego nacieranie to powinniśmy kontynuować. (Każdy zaś
z nas wie jak ugotowane jajko powinno wyglądać, bez trudu
odkryje więc w nim puch - jeśli ten tam istnieje.) Jeśli zaś białko
po nacieraniu nie zawiera żadnego puchu, wówczas to oznacza
że jajko nie przejmuje szkodliwej energii choroby na jaką
chcieliśmy go użyć i dlatego nie ma sensu nacierania tego
kontynuować dalej dla danej choroby.
(3b)
Natarcie i okład z mąki. Jest to również bardzo
stary sposób Chiński dla eliminowania gorączki i
choroby. Polega on na tym, że garść specjalnej
mąki zawija się w cienką tkaninę - podobnie
jak to czyni się z ugotowanym jajkiem w opisanym
powyżej (3a) nacieraniu jajkiem (tyle że mąki się
NIE podgrzewa). Następnie owym zawiniątkiem
z mąką naciera się gołą pierś gorączkującej
osoby. Kierunek potarć w owym nacieraniu
zawsze musi być od góry piersi ku dołowi.
Po natarciu piersi, zawiniątko z ową mąką
pozostawia się na środku piersi aby leżało tam przez
około 15 minut. Podobnie też jak przy nacieraniu
jajkiem, owa mąka absorbuje do siebie szkodliwą
energię choroby. W następstwie tego przejęcia
energii choroby, w mące pojawia się jakby delikatny
puch ptasi - przy niektórych chorobach (np. tyfusie)
czarnego koloru (dla normalnej gorączki puch ten
jest biały). Zauważ, że obecność lub brak owego
puchu, podobnie jak przy nacieraniu jajkiem, też jest
tutaj wskaźnikiem czy ta metoda leczenia jest pomocna
na daną chorobę. Najskuteczniejsza dla tego zabiegu
jest specjalnie w tym celu spreparowana mąka
zakupiona w sklapach z tradycyjnymi remedami
chińskiej medycyny ludowej (sklepy takie istnieją tylko
w krajach o dużej proporcji Chińczyków, np. Chinach,
Hong Kongu, Singapore, czy Malezji).
Niemniej z jej braku użyć można mąki z tapioca,
dokładniej opisanej na stronie internetowej
owoce tropiku,
oraz krótko wspomnianej również na stronie o wsi
Wszewilki.
Spotkałem się też z przypadkiem, kiedy obie
powyższe metody nacierania (tj. jajkiem i mąką)
były połączone w jedną. W takiej połączonej
metodzie nacierania, Chińczycy wykonywali
rodzaj gęstego ciasta poprzez wbicie białka
z jajka (już pozbawionego żółtka) do czystej
mąki. Po ubiciu w twardą kulę owego ciasta
z czystej mąki zbożowej i białka jajka, nacierali
oni pierś chorego ową kulą, bez jej zawijania
w jakąkolwiek szmatkę. Nacierania dokonywali
tak samo jak opisane powyżej dla jajka i mąki.
(3c)
Kompot z cebuli. Jest to staropolski sposób
uzdrawiania stosowany w przypadku niektórych
chorób, np. kataru. W sposobie tym gotuje się
kompot z cebuli. Znaczy kilka cebul pokrojonych
na plasterki gotuje się w ponad litrze wody aż
cebula staje się miękka. W końcowym etapie
gotowania dodaje się cukru do smaku - tak aby
ugotowana cebula i woda smakowały jak kompot.
Ten przyjemny w smaku kompot zjada się w
dużych ilościach - ok. 1 litra przez jednego
chorego, kiedy ciagle jeszcze jest gorący.
Następnie chorego zawija się w pościel
"aby się wypocił". W dawnej Polsce wierzono,
że "choroba wychodzi z chorego wraz z potem".
(Chińczycy by to wyrazili, że szkodliwa energia
choroby usuwana jest z organizmu wraz z potem.)
(3d)
Sauna. Medycyna ludowa niektórych krajów,
np. Finlandii, zaleca gorącą saunę w chwili kiedy
zaczyna nas brać choroba. Gorąca sauna powoduje
bowiem u nas wypocenie się. Z kolei z potem wychodzi
z nas również i choroba. Ja muszę się przyznać,
że raz w życiu skorzystałem z tego sposobu kiedy
właśnie ostro brała mnie grypa. (Przy fabryce zapałek
w Bystrzycy istniała kiedyś tzw. "sucha sauna"
- tj. sauna która dla spowodowania pocenia się
używa bardzo gorącego powietrza, a nie pary
wodnej.) Po około godzinie spędzonej w owej
saunie moja grypa zniknęła "jakby ręką ujął".
Niestety, w przypadku plagi byłoby trudno
skorzystać z sauny, chyba że mamy prywatną
saunę w swoim domu. Niemniej 'komput z cebuli"
opisany powyżej w (3c) powoduje niemal ten sam
skutek co sauna - tj. indukuje on wypocenie się w
naszym własnym łóżku.
(3e)
Gorąca herbata z imbiru. Tradycje dwóch
krajów, tj. Indii i Korei, w przypadku grypy powszechnie
stosują picie gorącej herbaty z tropikalnej przyprawy w
Polsce nazywanej "imbir" (podczas gdy po angielsku
zwanej "ginger"). W normalnym przypadku do
zaparzania tej herbaty używane są świeże korzenie
imbiru, których w Polsce prawdopodobnie trudno
będzie dostać. Niemniej suszony imbir zapewne
też wypełni swoje zadanie. Herbata ta działa
bardzo rozgrzewająco na organizm i indukuje ona
wypocenie sie.
#5. "Ptasia grypa", czyli mordercza neo-średniowieczna plaga którą UFOnauci właśnie nam przygotowują:
Z powodu
zasady na jakiej działa
karma,
dla UFOnautów jest ogromnie istotne aby ludzie
nigdy nie wiedzieli że dane nieszczęście jest
powodowane właśnie przez UFOnautów. Dlatego
po każdym nieszczęściu które UFOnauci ostatnio
wzbudzali techni